Chrześcijańska Partia Ludowa (KrF) chce, aby Norwegia stworzyła własną listę organizacji terrorystycznych. Jeden z liderów partii, Joel Ystebø, wskazuje jako oczywistych kandydatów Hamas i Hezbollah.
– Chodzi o wysłanie jasnego sygnału w sprawie organizacji prowadzących działalność terrorystyczną – powiedział Ystebø agencji NTB.
Oprócz Hamasu i Hezbollahu parlamentarzysta uważa, że na ewentualnej norweskiej liście powinny znaleźć się także palestyńska grupa Islamski Dżihad oraz irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej.
– Wiele państw, w tym kilku naszych sojuszników, jest związanych tymi samymi międzynarodowymi porozumieniami i listami, a jednocześnie ma własne krajowe listy. Taka lista ma służyć zwiększeniu świadomości oraz wzmocnieniu działań na rzecz zwalczania działalności tego typu organizacji i ich obecności w poszczególnych krajach, w tym w Norwegii – mówi Ystebø.
„Bezpieczeństwo kraju”
Podczas gdy Unia Europejska oraz takie państwa jak Wielka Brytania i USA prowadzą własne listy organizacji terrorystycznych, Norwegia tego nie robi. W 2006 roku rząd Jensa Stoltenberga zdecydował, że Norwegia będzie opierać się wyłącznie na liście terrorystycznej ONZ.
Oznacza to, że organizacje takie jak Hamas nie są uznawane za organizacje terrorystyczne w norweskim prawie, ponieważ nie znajdują się na liście ONZ.
– Dlaczego mielibyśmy teraz odejść od tej zasady? Czy rzeczywiście potrzebujemy własnej listy organizacji terrorystycznych?
– Nie chodzi tylko o to, co robimy na arenie międzynarodowej i jak postępujemy wobec organizacji terrorystycznych w polityce zagranicznej. Chodzi w równym stopniu o „homeland security”, czyli bezpieczeństwo wewnętrzne kraju – odpowiada Ystebø.
Jego zdaniem własna lista utrudniłaby tego typu grupom działalność i rekrutowanie członków w Norwegii.
Unia Europejska uznaje wszystkie cztery organizacje wymienione przez Ystebø za terrorystyczne, choć w przypadku Hezbollahu dotyczy to wyłącznie jego skrzydła wojskowego. Uznanie tych organizacji za terrorystyczne jest jednak kwestią sporną, a ONZ nie umieściła żadnej z nich na swojej liście.
Nadal możliwy byłby dialog
– Norwegia ma wieloletnie doświadczenie jako mediator w dyplomacji pokojowej. Czy taka lista nie uniemożliwi norweskim dyplomatom rozmów z osobami należącymi do organizacji, które się na niej znajdą?
– Uważamy, że na konflikty i niepokoje należy odpowiadać dialogiem, ale jest powód, dla którego te organizacje nazywa się organizacjami terrorystycznymi. Należy odpowiadać na to siłą, a nie dyplomacją – mówi Ystebø.
– Uważam, że punktem wyjścia nie może być negocjowanie z terrorystami.
Ystebø jednocześnie podkreśla, że niezależnie od jego stanowiska lista nie oznaczałaby zakazu kontaktów z tymi organizacjami.
– Chodzi o przeciwdziałanie ich obecności w naszym kraju. W ciągu ostatnich dwóch dekad widzieliśmy przykłady Norwegów, którzy przyłączali się do ekstremistycznych grup terrorystycznych, szczególnie na Bliskim Wschodzie.
„Zbyt naiwni”
Ystebø zwraca uwagę, że zagrożenie terrorystyczne wzrosło od lat 90. Jego zdaniem norweskie władze były zdecydowanie zbyt ufne w podejściu do międzynarodowego terroryzmu.
– Na przykład jeśli chodzi o wpływ, jaki organizacje te mają na niektóre środowiska. Widzimy zwłaszcza, że media społecznościowe i internet przyczyniają się do narastającej radykalizacji. Uważam więc, że Norwegia była pod tym względem zdecydowanie zbyt naiwna.
– Kto powinien decydować o tym, kto trafia na listę: politycy, PST czy sądy?
– Uważamy, że rząd może to przeanalizować i przedstawić propozycję określającą, jak miałoby to wyglądać w praktyce. Uważamy, że przy wyborze organizacji umieszczanych na tej liście powinny być uwzględnione również przesłanki polityczne, choć w naszym wniosku nie zajmujemy stanowiska w tej kwestii.
„Bardzo zły sygnał”
KrF chce wykorzystać poniedziałkową i wtorkową debatę nad exposé królewskim w Stortingu do przedstawienia swojej propozycji. Wniosek brzmi:
„Storting zwraca się do rządu o przedstawienie propozycji utworzenia listy organizacji terrorystycznych, która zakazywałaby działalności organizacji zaangażowanych w terroryzm, przygotowujących, promujących lub gloryfikujących terroryzm, oraz uznawała za przestępstwo prowadzenie działalności w ramach takiej organizacji terrorystycznej, zgodnie z warunkami określonymi w § 136 a norweskiego kodeksu karnego. Taka lista powinna między innymi uznawać Hamas, Hezbollah, Palestyński Islamski Dżihad oraz Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej za organizacje terrorystyczne”.
– Bardzo złym sygnałem będzie, jeśli partie ewentualnie nie poprą naszego wniosku. Żyjemy w innych czasach niż pokojowe lata 90. Terroryzm nie zna granic, a my żyjemy w bardziej niebezpiecznym świecie – mówi Ystebø.
– Od kogo spodziewacie się poparcia?
– Mam nadzieję i wierzę, że jest to propozycja, która może uzyskać poparcie po obu stronach politycznej barykady. Można jednak przypuszczać, że partie prawicowe będą nam bliższe. W każdym razie mam co do tego bardzo duże oczekiwania.
