Artykuł został opublikowany ponad 4 lata temu, dlatego zawarte w nim informacje mogą być nieaktualne.
Niektórzy imigranci okazali się być dominującą grupą wśród zdiagnozowanych przypadków zakażeń i hospitalizacji w trakcie pandemii Covid-19 w Norwegii.
– To nas zaniepokoiło i staraliśmy się zdobyć więcej wiedzy odnośnie tego, dlaczego tak jest. W raporcie przeanalizowaliśmy możliwe przyczyny tej nadreprezentacji i oceniliśmy wpływ różnych podejmowanych środków – mówi Thor Indseth, szef wydziału w Instytucie Zdrowia Publicznego i redaktor raportu.
Powody są złożone
Powody omawianej nadreprezentacji imigrantów w tych statystykach są złożone. Raport wskazuje szereg warunków, które same w sobie już nieco zwiększają ryzyko, ale razem powodują występowanie dużych odchyleń od normy.
– Zostało to też zapewne spotęgowane przez fakt, iż wielu ludzi postąpiło zgodnie ze wskazaniami władz co do ograniczenia swoich kontaktów tylko do najbliższych osób, które przecież często są osobami z tym samym pochodzeniem. Ponieważ krzywa zakażeń rośnie wykładniczo to nawet umiarkowany wzrost ryzyka może dać całkiem spore wyniki. Wystarczy więc być tylko trochę bardziej narażonym na kontakt z wirusem, żeby otrzymać tak dużą ekspozycję i nadreprezentację w całej grupie – podkreśla Indseth.
Zgodnie z oceną Instytutu Zdrowia Publicznego imigranci są nieco bardziej narażeni na zarażenie się i zachorowanie z powodu częstszych międzynarodowych podróży. W związku ze słabszymi kompetencjami językowymi następowało opóźnienie w procesie śledzenia infekcji. Naukowcy przypuszczają, że trudności komunikacyjne i różne przyczyny wzajemnych odniesień językowych spowodowały słabsze przestrzeganie decyzji dotyczących izolowania się i kwarantanny i stosowanie się do zasad. Jak podaje raport, niektórzy imigranci zostali osiedleni w bardziej centralnych dzielnicach, gdzie liczba zakażeń jest wyższa.
Mniejsze znaczenie mają społeczno-ekonomiczne warunki, takie jak dochód, wykształcenie i zawód, warunki mieszkalne, czyli liczba osób na m2 i wielkość rodziny oraz różnice genetyczne, które być może nieco zwiększają podatność pewnych grup, aczkolwiek jest to wciąż bardzo niepewne.
Najważniejsza lekcja
Indseth podkreśla, że komunikacja z władzami ma być łatwa i odpowiednio dopasowana. Ważne jest dopasowanie języka i wybór drogi kontaktu. Słaba znajomość norweskiego oraz słabe powiązanie z zasadami funkcjonowania w pracy i w życiu społecznym przyczyniają się do ekspozycji na zakażenie w pandemii.
Całkiem możliwe, że wystąpiły niejasności w podziale zadań i obowiązków między instytucjami, które są odpowiedzialne za integrację. Informacje docierały zbyt późno.
Potrzeba więcej danych i lepszych możliwości analizy zdrowia i korzystania z usług zdrowotnych wśród imigrantów. Dzięki temu Narodowy Instytut Zdrowia będzie mógł wdrożyć najskuteczniejsze działania skierowane na rozwiązanie problemu.
– Podsumowując, decydujące jest, czy ta baza wiedzy zostanie wykorzystana do budowania zaufania między władzami a imigrantami, a nie zostanie użyta, by piętnować daną grupę społeczną albo obwiniać kogoś za pandemię. W praktyce oznacza to zrzucenie winy na tych, w których ta sytuacja uderza najmocniej i w ten sposób spada na te osoby podwójny ciężar – zarówno brzemię choroby, jak i winy. Raport pokazuje, że taka interpretacja jest błędna, gdyż powody są dużo bardziej złożone – podkreśla Indseth.
Raport został napisany we współpracy z Instytutem Badań Publicznych na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.
Źródło: FHI








Dodaj komentarz