„Po co tracić na nich czas? Powinni się cieszyć, że mogą przyjechać do Norwegii i zarabiać więcej niż w Polsce” – tak podejście do naszych rodaków opisuje były działacz związku zawodowego Fellesforbundet. Wedle jego opowieści Polacy i inni pracownicy spoza Norwegii mieli nie otrzymywać pomocy od związków zawodowych, a najpierw – być zapisywani do nich w niejasnych okolicznościach.
W VG ukazał się artykuł zatytułowany „Przepraszam wszystkich polskich pracowników”. To wywiad z osobą związaną dawniej z Fellesforbundet, Jarlem Kirketeigiem. Choć formalnie wciąż pozostaje członkiem tego związku, z pracy tam – po burzliwym, uznanym za przejaw mobbingu konflikcie – został zwolniony. Potem otrzymał w związku z tym milion koron odszkodowania.
W rozmowie z VG Kirketeig twierdzi, że wielu zagranicznych, często polskich, pracowników najpierw zapisywano do związku zawodowego pod przymusem, jako warunek zatrudnienia, lub nawet bez ich wiedzy, a potem ignorowano ich potrzeby. Uważa, że taki proceder trwa od lat i był już dobrze znany, gdy sam działał w Fellesforbundet w latach 2007-2011 – i to nie tylko w jego regionie Sogn og Fjordane, lecz w całym kraju:
– To firma, w której pracowali, zapisywała ich do związku w porozumieniu z organizacją. Pracownicy nie wiedzieli, że zostali zapisani – mówił.
Zdaniem Kirketeiga związek przez lata nie robił nic, by zmienić taki stan rzeczy.
– Przez wszystkie te lata miałem wyrzuty sumienia – podzielił się swoimi odczuciami Kirketeig. Dodał także, że robił wszystko, co mógł, by pomóc kolegom zza granicy, ale był blokowany.
Dyrektor firmy, o której mówił Kirketeig, potwierdził jego wersję wydarzeń, dodając, że to to przedsiębiorstwo pokrywało koszty członkostwa pracowników w związku – nawet tych, którzy nie chcieli do niego należeć.
Fellesforbundet odrzuca te twierdzenia jako nieudokumentowane, choć wewnętrzny raport przygotowany dla tej organizacji wskazywał przed kilku laty, że niektórzy zatrudnieni musieli przystąpić do związku, aby dostać pracę.
Fellesforbundet oskarża ponadto samego Kirketeiga o niewłaściwe zachowania wobec pracowników spoza Norwegii, czemu ten ostatni stanowczo zaprzecza.
Wywiadu VG Kirketeig udzielił również dlatego, że poruszyły go wcześniejsze, listopadowe doniesienia tej gazety. Wówczas dziennik alarmował, że problemy, o jakich teraz mówi Kirketeig w odniesieniu do Fellesforbundet, mogły być rzeczywistością innych związków zawodowych. Związki broniły się wtedy, próbując zrzucać odpowiedzialność na agencje pracy – to tam miało dochodzić do nieprawidłowości, i to bez wiedzy związków.
A dlaczego właściwie miałoby się to wszystko wydarzać – skąd tak silna chęć pracodawców do uzwiązkowienia pracowników?
Chodzi o to, że pracodawcom w Norwegii zachęcanie pracowników do wstępowania do związków zawodowych może się opłacać, ponieważ daje to większą elastyczność w organizacji czasu pracy. Zgodnie z przepisami możliwe jest bowiem ustalenie dłuższych zmian i pracy przez większą liczbę dni z rzędu niż standardowo dopuszczają regulacje, jednak wymaga to zgody dużej organizacji związkowej. Takie porozumienia obejmują co do zasady jedynie członków związku, ale mogą zostać rozszerzone na wszystkich pracowników. Warunkiem jest jednak to, by większość załogi była objęta układem zbiorowym, a więc należała do związku zawodowego.
W praktyce oznacza to, że im większy odsetek uzwiązkowionych pracowników, tym łatwiej pracodawcy zastosować takie rozwiązania wobec całego personelu.
Prawnicy poproszeni przez dziennikarzy VG o ocenę procederu przymuszania pracowników do przynależności do związku zawodowego uznali to za sprzeczne zarówno z norweską konstytucją, jak i z prawami człowieka.
Do sprawy odniosła się także walcząca o prawa pracownicze polityczka z partii Venstre, Ewelina Baj. W listopadzie wykorzystywanych polskich pracowników nazwała dosadnie „dojnymi krowami” związków zawodowych. Tym razem w poście na Facebooku napisała, że na długo zanim sama przyjechała do Norwegii była w kontakcie z osobami, których sprawą zajmował się około 15 lat temu Jarle Kirketeig. Osoby te wedle jej relacji potwierdzają brak wsparcia ze strony związku.
– Cała sprawa wpisuje się w szerszą debatę o dumpingu socjalnym i warunkach pracy migrantów w Norwegii. Ujawnione przypadki pokazują, że mimo silnej pozycji związków zawodowych, system nie zawsze działa w interesie najbardziej narażonych grup pracowników – oceniła Baj.
Jeśli powyższe zarzuty się potwierdzą, może się okazać, że uzwiązkowienie – powszechnie postrzegane jako korzystne dla pracownika – wiąże się z kontrowersjami i negatywnymi konsekwencjami.
