Mimo kilku wypadków od dekad państwo nie kontroluje, czy dostępne na siłowniach sprzęty nie stanowią zagrożenia.
W okolicach Bożego Narodzenia mężczyzna po pięćdziesiątce zmarł po upadku z bieżni. Niedługo później młoda kobieta złamała kark, gdy w jednym z urządzeń do treningu pękła linka. Podobnych zdarzeń było więcej. W ostatnich latach na norweskich siłowniach doszło do kilku poważnych wypadków. Mimo to od ponad dwudziestu lat nie przeprowadzono żadnych zewnętrznych kontroli. O bezpieczeństwo – na przykład sprawdzanie, czy wszystkie śruby są wystarczająco mocno dokręcone – stara się dbać sama branża fitness.
Jednym z miłośników siłowni jest parlamentarzysta z partii Venstre, Grunde Almeland. W wywiadzie dla NRK podzielił się swoimi obawami związanymi z bezpieczeństwem treningów. Uważa, że brak monitorowania sytuacji przez władze za niepoważne. Na ten rok nie zaplanowano państwowej kontroli. Agencja bezpieczeństwa społecznego DSB zapowiada na razie zbiera informacje o wcześniejszych wypadkach nagłaśnianych przez media. Inne miejsca rekreacji, jak parki trampolin, wypożyczalnie łodzi, ośrodki narciarskie czy place zabaw, były już kontrolowane.
Ane Arstad Bjørtuft tłumaczyła w NRK, że w przypadku siłowni tak się nie stało z uwagi na brak zgłoszeń ze strony niezadowolonych konsumentów ani zaniepokojonych pracowników. Jednocześnie zachęcała do zgłaszania potencjalnych zagrożeń.
Byłoby co kontrolować. W Norwegii jest około 1600 siłowni. Regularnie trenuje tam milion Norwegów, a trening siłowy to najpopularniejsza forma aktywności fizycznej w tym kraju.
Z punktu widzenia ćwiczących problematyczne może okazać się to, że w razie wypadku trudno pociągnąć siłownię do odpowiedzialności.
– Pod wieloma względami kluby fitness są nieco bardziej „przestrzenią prawnej próżni” niż inne miejsca. Jeśli kupisz używany samochód i okaże się, że nie jest on zgodny z umową, przysługują ci jasne prawa wynikające z Ustawy o zakupach konsumenckich. Przepisy dotyczące klubów fitness nie zapewniają takich samych praw – tłumaczył Thomas Iversen w NRK prawnik z Forbrukerrådet (norweskiego urzędu ochrony konsumentów).
Winę siłowni uznaje się tylko jeżeli wiadomo, że nie zadbała wystarczająco o konserwację sprzętu. W pozostałych przypadkach ryzyko związane z korzystaniem z urządzeń uznaje się za zwykłe ryzyko życia codziennego ponoszone przez ćwiczącego. Wtedy niebezpieczny incydent uznawany jest za wypadek powstały przez wady sprzętu, których nikt nie mógł przewidzieć.
Ot, „wypadki chodzą po ludziach”…
