Przez kilkadziesiąt lat był obecny na scenie, w domach i sercach Polaków. W piękny i prosty, wrażliwy, mądry, szczery i w bardzo charakterystyczny sposób opowiadał śpiewem o barwach życia. Żegnamy Stanisława Sojkę, wokalistę, kompozytora, aranżera, pianistę, skrzypka, gitarzystę i przede wszystkim bliskiego ludziom człowieka.
Zmarł nagle 21 sierpnia. Miał sześćdziesiąt sześć lat. A właściwie niespodzianie ucichł, odszedł w pół słowa, bo właśnie skończył próbę przed koncertem „Orkiestra mistrzów”, w którym miał wziąć udział podczas Top of the Top Sopot Festiwal, poszedł odpocząć do hotelu i zasłabł.
Zebrani na festiwalu artyści oddali mu hołd wykonaniem „Tolerancji (Na miły Bóg)” – najbardziej rozpoznawalnego przeboju Sojki, piosenki z jego słowami i muzyką, można dziś nawet powiedzieć – jego przesłania.
„Tolerancja” powstała w 1991 roku z myślą o koncercie na rzecz osób cierpiących na AIDS. Artysta skomponował i napisał ją, jak opowiadał, spontanicznie w ciągu jednego dnia.
Wielu zna na pamięć refren tego utworu: „Na miły Bóg! życie nie tylko po to jest, by brać/ Życie nie po to, by bezczynnie stać/ I aby żyć, siebie samego trzeba dać”. Sojka niedawno pytany o wers ze swojej twórczości, który uznaje za najważniejszy odpowiedział, że to pierwsze słowa „Tolerancji”: „Dlaczego nie mówimy o tym, co nas boli otwarcie?”. Zachęcał do rozmowy, do bliskości z drugim człowiekiem, do budowania relacji.
Taką postawę wyniósł z domu rodzinnego. Przyszedł na świat 26 kwietnia 1959 roku w Żorach na Górnym Śląsku jako Stanisław Joachim Sojka. Miał kilku braci. Wzrastali pod czujnym okiem mamy, która zawsze miała dla nich czas. Kiedy zauważyła, że kilkunastoletni Staszek skrycie pisze wiersze, dała mu tylko jedną, ale ważką radę: „Stasiu, za słowa się odpowiada”.
Drogę artystyczną rozpoczął w miejscowym kościele, gdzie od siódmego roku życia sopranem śpiewał w chórze a po kilku latach – grał na organach. Uczył się w klasie skrzypiec w szkole muzycznej w Gliwicach, następnie w Katowicach ‒ najpierw w Liceum Muzycznym, po czym w Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego na kierunku aranżacji i kompozycji. W czasie studiów współpracował z Polskim Radiem w Katowicach i założył swój big-band o nazwie Puls.
Artyści uwielbiali go i cenili sobie współpracę z nim. Dla zaprzyjaźnionych był „kochanym Staszkiem”, „Stasiem”, „Stasieńkiem”. Przez wiele lat towarzyszył Sojce na scenie gitarzysta Janusz „Yanina” Iwański. Soyka gościnnie uczestniczył w sesjach nagraniowych znaczących postaci i zespołów polskiej sceny muzycznej, między innymi Tadeusza Nalepy, Maanamu, Anny Marii Jopek, De Mono, Kayah. Występował w duetach z Grażyną Auguścik, Grażyną Łobaszewską, Adamem Nowakiem.
Wielokrotnie angażował się w działania muzyczne, które były częścią projektów mających wyższy cel. Na przykład w 2009 roku, tuż po śmierci profesora Zbigniewa Religi, wspierał artystycznie akcję „Z Sercem dla Serca” na rzecz budowy sztucznej komory serca dla dzieci. Występował też między innymi na rzecz Funduszu Edukacyjnego dla Rodzinnych Domów Dziecka.
Dorobek artystyczny Stanisława Soyki jest przebogaty. Tworzą go płyty i albumy studyjne, koncertowe, okolicznościowe, instrumentalne, również kompilacje i single z muzyką w wielu gatunkach, od lirycznych ballad po rap. Był mistrzem coverów. Nowe życie dawał wielkim przebojom Czesława Niemena, Marka Grechuty, Skaldów, również swingowym dźwiękom Duke’a Ellingtona.
Jego kompozycje do sztuki teatralnej Krzysztofa Czeczota „Jeszcze się spotkamy młodsi” otrzymały nagrodę za najlepszą oryginalną muzykę podczas Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej „Dwa Teatry” w Sopocie w 2009 roku. Z Grzegorzem Turnauem stworzył utwór „Soplicowo” do filmu „Pan Tadeusz”, a z zespołem Pogodno nowe aranżacje polskich pieśni powstańczych i legionowych. Wykonywał pieśni religijne, maryjne i pasyjne oraz miłosne standardy. Stanisław Soyka miał dar łączenia ludzi i stylów muzycznych.
„Rozmawiał” też z mistrzami literatury. Swoją płytę z sonetami Szekspira osobiście podarował królowej Elżbiecie II podczas jej pobytu w Warszawie. Poezję Bolesława Leśmiana subtelnie, a jednocześnie z przejmującą siłą, śpiewał razem z Adamem Strugiem. Wydał płytę z wierszami Czesława Miłosza, ułożył muzykę do tekstów Agnieszki Osieckiej i Romana Brandstaettera. Z ogromnym uznaniem spotkała się też jego muzyczna interpretacja poematu papieża Jana Pawła II „Tryptyk rzymski”.
Soyka miał zaledwie osiemnaście lat, kiedy, w 1977 roku, wszedł w profesjonalny obieg muzyczny. Zaczął od współpracy i występów z Jarosławem Śmietaną, gitarzystą jazzowym, kompozytorem i pedagogiem, w ramach jego zespołu Extra Ball. W tym pierwszym okresie kształtował się jazzowy format Soyki, czego wyrazem była pierwsza nagroda na Lubelskich Spotkaniach Wokalistów Jazzowych. Wkrótce Willis Conover, o którym krążyła opinia „prawdziwego apostoła jazzu”, gospodarz audycji „Jazz Hour” z Voice of America, wielbiciel polskich jazzmanów, nazwał Soykę „najlepiej strzeżonym sekretem polskiej muzyki”. Był nim zachwycony i zdziwił się, że jeszcze świat o nim nie słyszał.
Soyka koncertował za granicą z triem Wojciecha Karolaka, z Michałem Urbaniakiem od początku lat 80., ale zrobienie dużej międzynarodowej kariery nie stanowiło dla niego priorytetu. Nie było w nim pazerności na sławę za wszelką cenę.
Ona przyszła i tak, w najlepszym wydaniu, bo jako podziękowanie publiczności za jakość koncertów, kompozycji i wykonań oraz za na wskroś empatyczną osobowość. Artysta zdobył liczne nagrody, wyróżnienia, odznaczenia oraz nominacje do nagród, w tym Fryderyki, Grand Prix 48. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu (2011 rok) czy Bursztynowego Słowika sopockiego festiwalu za całokształt twórczości (2014). Prezydent Lech Kaczyński wręczył artyście w 2009 roku Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.
Od początku zaistnienia Stanisława Soyki na scenie było jasne, że jest postacią wyjątkową. Artysta często wymownym spojrzeniem i łagodnym uśmiechem gasił zachwyty nad sobą. Z szacunku dla jego skromności, choć przybywało przebojów i nagród, nie nadużywano więc wielkich słów na jego temat. Odejście Stanisława Soyki łagodzą nagrania z koncertów, wspaniałe płyty, teksty piosenek jakby splecione z samych złotych myśli, jak na przykład ta z hitu „Absolutnie nic”, o tym, że bez miłości „nie udałoby się nam nic/absolutnie nic”.
Tekst pochodzi z portalu DlaPolonii.pl