Gdy w pokojowej Norwegii i relatywnie spokojnym Oslo trzeba zwalczyć zło, on staje do walki. Komisarz Harry Hole powrócił na ekrany w nowym serialu Netflixa.
W ciągu dziewięciu odcinków Hole (w tej roli charyzmatyczny Tobias Santelmann) będzie musiał rozwikłać kilka zagadek: dociec, kto stoi za zabójstwem jego koleżanki z pracy, przeszkodzić przemytnikom broni i narkotyków zalewającym swoim towarem ulice Oslo i wreszcie dopaść mordercę pozostawiającego przy swoich ofiarach krwawe diamenty oraz wyryte ostrym narzędziem diabelskie pentagramy. Przy okazji rozwikła zagadkę napadu na bank sprzed kilku lat i zawalczy o miłość pewnej kobiety i jej synka – mimo że w relacjach międzyludzkich czuje się jak ryba w podtruwanym Oslofjordzie i zdecydowanie nie pomaga tu regularne podtruwanie się alkoholem…
Fabuła produkcji Netflixa oparta jest głównie na powieści „Pentagram” Jo Nesbø, ale sięga się tu po motywy z całej trylogii z Oslo (na którą składają się także „Czerwone gardło” oraz „Trzeci klucz”). Kondensacja zaczerpniętych stamtąd wątków, generalnie słuszny wybór, sprawia jednak, że początkowo – zwłaszcza w pierwszym odcinku – akcja toczy się zbyt wolno. Widzowie dość długo muszą czekać na najbardziej dynamiczny wątek, wyścig z czasem w grze przeciwko Kurierowi Śmierci. Warto jednak wykazać się pewną dozą cierpliwości i dać temu serialowi szansę.
Twórcy, by sprostać wymaganiom gatunkowym, naprawdę się starali – aż do podbicia mrokiem wizerunku zamożnej stolicy państwa dobrobytu…
– Trochę „podkręciliśmy” miasto i stworzyliśmy świat, który jest Oslo powiększonym o 10–15 procent. Budynki są wyższe, jest więcej śmieci niż zwykle, a nawet pojawiają się „londyńskie szczury” jako statyści, żeby wszystko było bardziej wyraziste – opowiadał o kulisach produkcji w wywiadzie dla NRK odtwórca głównej roli.
Jaka jest bowiem Norwegia kryminalna? Momentami rozczulająco niewinna, jakby nie w pełni dopasowana do zła. W serialowej wizji spotkamy przestępców mających pretensje do policjantów o łamanie reguł lub niespieszny pościg bez broni.
Ot, choćby w takiej scence z życia policyjnego:
Auto, dwoje narkomanów i on, poszukujący informacji.
– Nic nie mów, Roy. Gliniarzom nie wolno grozić bronią.
Właśnie zagroził im bronią.
– Trzysta? Wystarczy na działkę? – pyta żądny informacji, wyciągając banknoty.
– Nie wolno mu proponować łapówki – zauważa trzeźwo uzależniona.
W końcu glina odchodzi. Z informacją… i z pieniędzmi. Wszak łapówki faktycznie są zabronione, a on ma kupić swojej dziewczynie wino…
Albo w takim epizodzie:
Znów auto, tym razem z mężczyzną i uwielbiającym go synkiem jego partnerki w środku. Dorosły jest zrelaksowany, podśpiewuje (muzyka to zdecydowanie jeden z atutów tej produkcji!)… Nagle – pełne skupienie. Do zdobycia kolejna ważna informacja. Mężczyzna dzwoni po wsparcie i przyspiesza. Cel: zdążyć zapobiec strzelaninie. Za chwilę policyjna akcja.
– Zastrzelisz kogoś? – pyta malec.
– Kuszące, ale nie mam spluwy.
– Czemu?
– Bo to nie amerykański film, tylko Norwegia.
I mimo że faktycznie nie jest to amerykański film, to jednak główny bohater zdecydowanie przypomina rasowego glinę z hollywoodzkich produkcji. Potrafi dostarczyć silnych emocji i nagiąć zasady, co czasem okazuje się tragiczne w skutkach, ale czasem – zbawienne.
Czy czegoś tu jednak zabrakło? Niestety tak. Gatunek nordic noir znany jest z sięgania po ostrze krytyki społecznej. Lecz tu w stosunku do książkowych pierwowzorów to ostrze zostało stępione aż do nieistnienia. Twórcy zrezygnowali z przedstawienia kontekstu ważnego dla historyczno-socjologicznego wydźwięku trylogii z Oslo – nie pokazali milenijnych problemów Norwegii z neonazizmem ani skomplikowanej historii drugiej wojny, gdy niewielka część społeczeństwa kolaborowała z okupantem. Nieco głębi traci przez to w serialu między innymi wątek przemytnika diamentów, który w wersji książkowej przyszedł na świat jako owoc zbliżenia jego matki z Niemcem, nazistą, u którego była zatrudniona jako służąca.
Mimo niedociągnięć liczę na kolejne sezony. Autor recenzji z NRK też.
A Wy?
