Dark tourism, mroczna turystyka, tanatoturystyka – nazw tego zjawiska jest kilka, podobnie jak jego oblicz. Wszystko krąży wokół śmierci. Dokąd udają się zwiedzający Norwegię w jej poszukiwaniu?
Tanatoturyści to osoby odwiedzające miejsca związane z cierpieniem i śmiercią. Może chodzić o śmierć w wyniku katastrof naturalnych lub o działania człowieka – zarówno śmiertelne wypadki, jak i celowe pozbawianie życia w wyniku morderstw czy ludobójstwa.
Do obiektów związanych z mroczną turystyką zaliczymy zarówno miejsca, które same były świadkami tragicznych wydarzeń – na przykład obozy koncentracyjne – jak i takie, które śmierć upamiętniają jedynie symbolicznie. Będą to na przykład muzea historyczne, których placówki nie są dawnymi miejscami kaźni, „sale tortur” w zabytkowych zamkach czy kościelne misteria paschalne.
Śmierć może być w takich miejscach niemalże namacalna – jak na wystawach anatomicznych ukazujących wypreparowane ludzkie zwłoki – lub odległa, bo kryjąca się w fikcji literackiej, jak w zamkach Draculi w Rumunii, gdzie króluje dość niewinny dreszczyk emocji związany z dziecinnym wręcz pragnieniem spotkania z wampirem luźno inspirowanym postacią historyczną, Władem Palownikiem.
W niektórych z tych miejsc chodzi przede wszystkim o upamiętnienie i edukację mającą stanowić przestrogę przed powtórką z historii, inne nie kryją walorów sensacyjno-rozrywkowych. Niekiedy poruszanie się w logice atrakcji turystycznej, komercji i konsumpcji posuwa się za daleko. Przykłady?
– Miejsce śmierci Johna Kennedy’ego w Dallas w Teksasie stało się doskonałym pretekstem do zarobienia pieniędzy. Za odpowiednią opłatą można przejechać się cadillakiem podobnym do tego, którym w 1963 r. przemierzał ulice miasta prezydent. Słychać odtwarzane z taśmy oklaski i krzyki tłumu, a wkrótce strzały. Potem samochód przyspiesza i kieruje się wraz z siedzącymi w środku turystami w stronę szpitala miejskiego – pisała Magdalena Muszel w w publikacji naukowej „Tanatoturystyka – mroczna strona turystyki”.
Innym przykładem moralnego przekroczenia może być przekształcenie łotewskiego więzienia Karosta w hotel z escape roomem. Granica w tanatoturystyce bywa, jak widać, dość cienka. Niektórzy podążą w stronę niezdrowego zainteresowania czy wręcz ekscytacji przemocą lub potężnymi siłami natury.
Oferta tanatoturystyki jest różnorodna, podobnie jak motywacje i zachowania turystów sięgających poza ofertę konwencjonalnej turystyki. Niektóre budzą wątpliwości etyczne – jak robienie sobie selfie na torach prowadzących do Auschwitz, gdy zamiast zadumy i namysłu nad tragedią wygrywa brak szacunku wobec ofiar lub zwykła bezmyślność.
A w Norwegii…
Pompeje, Czarnobyl, Hiroszima, Mokry Targ w Wuhan, Ground Zero w Nowym Jorku, wrak Titanica – to tylko kilka spośród najbardziej znanych obiektów tanatoturystycznych na świecie. A co pod tym względem oferuje Norwegia, kraj, któremu historia wiele oszczędziła? Poniżej parę podpowiedzi.
Lepramuseet – Muzeum Trądu
Współcześnie trąd jest chorobą uleczalną i nie wiąże się z nim silne odium. Ale nie zawsze tak było. Dawniej trędowaci byli i chorzy, i prześladowani – nie była to zwykła choroba, lecz piętno.
Dlaczego akurat w Bergen, w kompleksie kościelno-szpitalnym Sankt Jørgen kirke, znajduje się Muzeum Trądu? Ponieważ to pracujący w tym mieście Norweg, doktor Gerhard Armauer Hansen (1841-1912), w 1873 roku ustalił, co powoduje występowanie tej nieraz makabrycznie deformującej ciało choroby. Winnym okazuje się jeden z drobnoustrojów, prątek trądu. Trędowatych leczono w Bergen już od XV wieku. W muzeum można obejrzeć między innymi niewielką, drewnianą kaplicę szpitalną oraz przypominające cele salki, gdzie przebywali pacjenci, z których dwaj ostatni zmarli tam w 1946 roku.
Z postacią doktora Hansena wiążą się pewne kontrowersje – stracił zatrudnienie w szpitalu po próbie zakażenia jedną z odmian trądu pewnej cierpiącej już na inną odmianę tej choroby kobiety bez jej wiedzy. Chciał udowodnić, że to właśnie odkryte przezeń bakterie są przyczyną trądu, niedługo wcześniej powszechnie uważanego za chorobę dziedziczną, a nie zakaźną. Sprawa utraty posady przez Hansena miała miejsce u początków debaty o konieczności wyrażania świadomej zgody na zabiegi medyczne przez pacjentów w Norwegii.
Jezioro śmierci
Strome norweskie doliny i fiordy… Miejsca niezwykle urokliwe, ale czasami także śmiertelnie niebezpieczne…
Turkusowe wody lodowcowego jeziora Lovatnet pamiętają dwie spośród największych katastrof naturalnych w nowożytnej historii Norwegii. Dwukrotnie, w odstępie 31 lat, w 1905 i 1936 roku, z jednego z górujących nad jeziorem szczytów osunęły się setki tysięcy metrów sześciennych skał, powodując tsunami i za każdym razem zabijając kilkadziesiąt osób.
Jedną z pamiątek po tych wydarzeniach, którą można w tej okolicy zobaczyć do dziś, są szczątki parowca Lodølen. W 1905 roku statek został porwany przez fale tsunami i wyrzucony w głąb lądu na odległość 300–400 metrów. W 1936 roku fala ponownie go podniosła, przeniosła jeszcze dalej i niemal całkowicie zniszczyła siłą uderzeń mas wody.
A potem przyszedł rok 1950… i kolejne wielkie osunięcie się ziemi. Tym razem ofiar śmiertelnych już na szczęście nie było, a wody Lovatnet okazały się już zbyt płytkie na utworzenie wielkiej fali powodziowej…
Droga krwi
W Rognan znajdziemy Blodveimuseet, Muzeum Krwawej Drogi. Upamiętnia jugosławiańskich, radzieckich i polskich robotników przymusowych, więźniów pobliskiego nazistowskiego obozu jenieckiego, którzy budowali położoną nieopodal drogę w północnej Norwegii. Jedną z wielu, bowiem rozbudowa norweskiej sieci dróg i linii kolejowych, zwłaszcza na dalekiej północy kraju, była bardzo istotna z punktu widzenia wojennego interesu Niemców. Licząca około 1,5 kilometra „Blodvei” wiodła z Rognan do Langset po wschodniej stronie fiordu Saltdal, gdzie przed wojną funkcjonowała przeprawa promowa. Nazwa drogi pochodzi od krwawego krzyża namalowanego na skale w czerwcu 1943 roku. Krew pochodziła od zastrzelonego więźnia, a krzyż stworzył jego brat. Była to tylko jedna z wielu ofiar wśród jeńców. Oprócz śmierci z powodu niedożywienia, zimna i katastrofalnych warunków sanitarnych, wielu więźniów padło ofiarą zabójstw — dochodziło nawet do masowych egzekucji. O jakiej skali mówimy? Nieopodal krwawej drogi znajduje się jugosławiański cmentarz z 1600 grobami.
Zamach Breivika
Dokonany w 2011 roku zamach na budynki rządowe w stolicy Norwegii oraz masakra młodzieżówki Partii Pracy na wyspie Utøya dokumentuje muzeum 22-juli.senteret w Oslo. Można tam obejrzeć między innymi zegar zniszczony w wyniku eksplozji, zdjęcia z żałobnych pochodów ku czci zamordowanych, nagrania z opowieściami świadków czy przedmioty, którymi posłużył się zamachowiec – np. podrobioną legitymację policyjną. Poza tym w całej Norwegii można natknąć się na miejsca pamięci w postaci pomników upamiętniających jego ofiary.
Tu pojawia się pytanie istotne w tanatoturystyce i obecne w debacie publicznej w Norwegii. To pytanie o dystans czasowy – czy nie minęło zbyt niewiele czasu, by móc myśleć o miejscach związanych z danym wydarzeniem jako o celach odwiedzin turystów?
Dalej w mrok
To oczywiście nie wszystkie tego typu miejsca w Norwegii. W poszukiwaniu informacji o mrokach w historii tego kraju warto zajrzeć na przykład na blog Dark Tourism.
