Vålerenga i Brann zafundowały kibicom widowisko w Oslo, zaś norweskie drużyny w europejskich pucharach nie dały się pokonać ani razu. Na krajowych boiskach trwa walka o mistrzostwo i utrzymanie, a w OBOS-ligaen trzy zespoły dzieli na szczycie zaledwie punkt.
Vålerenga – Brann: Show na Intility Arena
Piłkarze Vålerengi i Brann Bergen zafundowali swoim kibicom prawdziwe show w niedzielne popołudnie, kiedy stołeczna jedenastka pokonała w Oslo Brann 3-1 (1-1). Nie mniejsze show ci zafundowali zawodnikom na trybunach – głośny doping dla obydwu stron i efektowne choreografie trwały przez cały mecz.
Mające na początku sezonu ambicje wejścia do czołowej czwórki Brann przyjechało w niedzielę do Oslo w przekonaniu, że jest w stanie wywieźć z Intility Arena komplet punktów. Wszak VIF w miniony poniedziałek przegrało w derbach stolicy z KFUM 1-2, zajmowało 11. miejsce i wisiało nad nim widmo walki o utrzymanie z Aalesund, które przebywało w strefie barażowej z zaledwie 2 punktami mniej. Patrząc na statystyki pomeczowe, można odnieść wrażenie, że końcowy triumf w niedzielnym meczu gospodarze wyrwali przypadkiem – według statystyk Flashscore to goście z Bergen mieli większy współczynnik oczekiwanych goli, posiadanie piłki i celniejsze podania. Co z tego, skoro z obrazu gry wynikało coś zupełnie innego: Brann biło głową w mur zawodników z robotniczej dzielnicy Oslo, a ci punktowali z zabójczą skutecznością – 3 z 10 strzałów w światło bramki bronionej przez Nilsena znalazły się w siatce, zaś tylko jedna z 7 celnych prób Dumy Bergen zakończyła się golem.

Spotkanie rozpoczęto z dużą werwą przy fantastycznej oprawie i głośnym dopingu 14 125 kibiców. Enga rozpoczęła frontalne natarcie, Brann próbowało kontrować i obie defensywy musiały wspinać się na wyżyny umiejętności. Napór Królewskich już w 14. minucie mógł i powinien był zakończyć się golem, kiedy to w polu karnym obrońca Brann zatrzymał strzał napastnika Vålerengi ręką i sędzia, po konsultacji z VAR, wskazał na wapno. Bramka jednak nie padła, bo w pojedynku Haren – Nilsen górą był bramkarz gości. Wykorzystując zmieszanie gospodarzy, goście ruszyli do ataku i padł gol… dla gospodarzy. Po jednej z kontr wynik na 1-0 w 36. minucie otworzył Jarl. Kiedy wydawało się, że skutecznie broniący się gospodarze dowiozą wynik do przerwy, gola do szatni na 1-1 zdobył z najbliższej odległości Eriksen. Emocje sięgały zenitu, a towarzyszył im głośny doping kibiców obu zespołów – kibice z Bergen zajęli całą północną trybunę Intility Arena.
Druga połowa zaczęła się niemrawo dla obydwu zespołów, jednak wraz z zapadnięciem ciemności i włączeniem jupiterów gra wracała do tempa cios za cios z pierwszej połowy. Schemat był ten sam – goście naciskali, wymieniali dużo podań przed i w obrębie pola karnego gospodarzy, a Vålerenga kąsała kontrami i w 17. minucie drugiej połowy jedną z takich szans zamieniła na bramkę, której autorem był rehabilitujący się za niestrzeloną jedenastkę Haren. Bramka nie zmieniła obrazu gry, co trzymało widzów w napięciu niemal do końca – wtedy po kolejnej kontrze zbyt wysuniętego bramkarza Brann zauważył ponownie lewy pomocnik Vålerengi i pięknym lobem z około 35 metrów umieścił piłkę w siatce. Była 81. minuta i trybuna zajmowana przez gości z Fotballrepublikken ucichła niemal całkowicie, za to fanatycy z Østblokka rozpoczęli świętowanie, do którego momentami przyłączał się prawie cały stadion. Do końca meczu na boisku już się nic nie zmieniło i zawodnicy De Kongeblå mogli cieszyć się ze swoimi kibicami po końcowym gwizdku, zaś kibice gości przeprowadzili trudną rozmowę ze swoimi zawodnikami, którzy podeszli po meczu pod ich sektor.
Eliteserien: czołówka nie odpuszcza
W Stavanger gospodarze również musieli swoje wycierpieć, zanim mogli dopisać trzy punkty. Viking objął prowadzenie z Fredrikstad już w 7. minucie po golu Simena Kvii-Egeskoga, jednak goście nie przyjechali na Lyse Arena po najniższy wymiar kary. Najpierw Bryan Fiabema doprowadził do remisu, a przed przerwą Gabriel Wesseh uderzeniem z dystansu wyprowadził FFK na 2-1. Po zmianie stron role znów się odwróciły: Peter Christiansen w krótkim odstępie czasu trafił dwukrotnie i tym razem to gospodarze mogli bronić prowadzenia. Wynik 3-2 utrzymał się do końca, choć Fredrikstad nie rezygnowało z walki o wyrównanie.
Bodø/Glimt odpowiedziało zwycięstwem 2-0 na wyjeździe z HamKam, zaś najwięcej bramek kibice obejrzeli w Molde, gdzie gospodarze rozbili Start aż 6-1. Dla zespołu z Kristiansand był to kolejny bolesny wieczór w walce o utrzymanie. Zdecydowanie lepsze humory mieli zawodnicy Aalesund, którzy wywieźli z Kristiansund zwycięstwo 4-1 i pokazali, że w końcówce sezonu nie zamierzają pogodzić się z miejscem w dolnej części tabeli. Lillestrøm wygrało z kolei w Sandefjord 2-0, dokładając ligowe zwycięstwo do udanego wyjazdu w europejskich pucharach.
Rosenborg nie zostawił gospodarzom w Sarpsborg wielu powodów do radości. Aslak Fonn Witry i Adrian Pereira jeszcze przed przerwą zapewnili gościom prowadzenie 2-0, zaś w doliczonym czasie gry Jonas Mortensen dołożył trzeciego gola. W zamykającym kolejkę spotkaniu Tromsø z KFUM padł jedyny remis tej serii gier, 1-1. Troy Nyhammer dał gospodarzom prowadzenie po przerwie, ale przyjezdni odpowiedzieli głową Fredrika Bergliego po rzucie wolnym Robina Rascha. Dla obrońcy KFUM był to pierwszy gol dla klubu, zdobyty akurat w jego 50. występie. Po zwycięstwie w derbach Oslo stołeczni dołożyli więc punkt na trudnym terenie na północy.
OBOS-ligaen: pięć goli i zmiana lidera
Na zapleczu Eliteserien najwięcej ważyło spotkanie w Drammen, gdzie Strømsgodset rozbiło Haugesund 5-0. W meczu zespołów walczących o bezpośredni awans takiego wyniku trudno było się spodziewać, tymczasem gospodarze nie tylko zgarnęli komplet punktów, ale też wskoczyli na pierwsze miejsce. Mają ich 60, za nimi z dorobkiem 59 są Kongsvinger i Haugesund. Na trzy kolejki przed końcem sezonu różnica między prowadzeniem w lidze a koniecznością gry w barażach wynosi więc jeden punkt. Kongsvinger wykorzystało potknięcie rywala bez zawahania, pokonując Sandnes Ulf 4-0, a czwarty Stabæk wygrał na wyjeździe z Åsane 1-0 i ma 52 punkty.
O miejsce w barażach też nie będzie spokojnie. Bryne przegrało w Ranheim 2-4, zaś Hødd rozbiło Raufoss 5-1 i zbliżyło się do szóstego miejsca na jeden punkt. Odd uległo u siebie Strømmen 1-2, Lyn pokonało Moss 1-0, a w Egersund padł remis 3-3 z Sogndal. Goście byli o krok od bardzo potrzebnego zwycięstwa, jednak w doliczonym czasie gry Herman Kleppa uratował gospodarzom punkt. Dla Sogndal, które pozostaje na miejscu barażowym o utrzymanie, to dwa punkty stracone w wyjątkowo bolesny sposób. Już w środę czeka je zaległy mecz z Raufoss, a więc bezpośrednim rywalem z dolnej części tabeli.
Europejskie puchary: Norwegowie postawili się Niemcom
Piłkarze Vikinga zafundowali kibicom w Stavanger prawdziwą huśtawkę nastrojów w spotkaniu Ligi Mistrzów z Bayernem. Gospodarze prowadzili już 2-0, ale po przerwie Harry Kane trafił dwukrotnie, a Luis Díaz wyprowadził Bawarczyków na prowadzenie. Kiedy wydawało się, że doświadczenie gości wystarczy do wywiezienia zwycięstwa, druga żółta kartka Michaela Olise dała Norwegom szansę na powrót. W doliczonym czasie gry Herman Johan Haugen doprowadził do 3-3 i punkt został na Lyse Arena.
Dzień później Bodø/Glimt przyjęło na Aspmyra Stadion Borussię Dortmund i tym razem niemiecki zespół wrócił do domu bez punktów. Po bezbramkowej pierwszej połowie Fredrik Sjøvold zdobył w 52. minucie jedyną bramkę spotkania. Borussia próbowała odpowiedzieć, trener Niko Kovač przeprowadził naraz cztery zmiany, lecz gospodarze dowieźli 1-0 do końca. W końcówce swoje zrobił Nikita Haikin, zatrzymując kolejne próby gości. Po wysokiej wrześniowej porażce w Monachium zespół z północy pokazał, że na własnym boisku wciąż potrafi uprzykrzyć życie znacznie bogatszym rywalom.
W Lidze Europy Lillestrøm długo przegrywało w Pradze ze Spartą, ale nie zamierzało wracać z pustymi rękami. Na samym finiszu Thomas Lehne Olsen wyrównał na 1-1, dając około tysiącu przyjezdnych kibiców powód do świętowania. Był to pierwszy punkt Fugla w fazie ligowej tych rozgrywek. W Lidze Konferencji Brann pokonało na swoim stadionie Lincoln Red Imps 2-1, rozpoczynając tę część europejskiego sezonu od kompletu punktów. Czwartkowe zwycięstwo nie przełożyło się jednak na ligowy wyjazd do Oslo. Bilans czterech norweskich zespołów w pucharowym tygodniu i tak wygląda bardzo dobrze: dwa zwycięstwa, dwa remisy i ani jednej porażki.
Polacy w norweskich ligach
Albert Posiadała stanął w bramce Molde w wygranym 6-1 spotkaniu ze Startem. Czystego konta wprawdzie nie zachował, ale przy takiej skuteczności kolegów z pola nie musiał drżeć o wynik do ostatniego gwizdka. Jakub Jezierski dostał z kolei szansę od pierwszej minuty w wyjazdowym meczu Fredrikstad z Vikingiem. Goście prowadzili do przerwy, ostatecznie jednak przegrali 2-3, a Polak opuścił boisko w 59. minucie.
W podstawowym składzie Rosenborga wyszedł również Maciej Soboczyński, który w Sarpsborg był bardzo blisko pierwszego ligowego gola dla zespołu z Trondheim. Tuż przed przerwą, po kontrze gości i ograniu bramkarza, uderzył na bramkę, ale Bjørn Inge Utvik zdążył wybić piłkę z linii. Polak został zmieniony po godzinie gry, a jego drużyna wygrała 3-0. Na zapleczu najwyższej ligi Kacper Bieszczad obejrzał z ławki rezerwowych remis Sogndal z Egersund 3-3; bramki gości przez całe spotkanie bronił Lars Jendal. Dla Polaka pozostaje więc walka o szansę w pierwszym zespole. Po drugiej stronie również zabrakło polskiego bramkarza między słupkami: Marcel Zapytowski był rezerwowym Egersund. Z ławki oglądał też środowy bezbramkowy remis swojej drużyny w Moss.
Norwedzy za granicą: Haaland strzela, Ødegaard wygrywa
Erling Haaland znów zrobił swoje w Premier League. Manchester City pokonał u siebie Ipswich 3-2, a Norweg zdobył dwie bramki i pomógł gospodarzom przedłużyć serię do siedmiu ligowych zwycięstw od początku sezonu. Na Etihad nie zabrakło jednak powodów do niepokoju, bo napastnik kończył swój występ, utykając. Po takim popołudniu kibice City mogli więc cieszyć się z kolejnego kompletu punktów i jednocześnie czekać na informacje o stanie zdrowia swojego najskuteczniejszego zawodnika.
Martin Ødegaard wraz z Arsenalem wywiózł z Nottingham zwycięstwo 1-0, choć Kanonierzy długo nie potrafili znaleźć sposobu na defensywę Forest. Norweg szukał podań otwierających drogę w pole karne gospodarzy, a po jednej z jego akcji szansę miał Kai Havertz, ale rozstrzygnięcie przyszło dopiero w 80. minucie. Rezerwowy Noni Madueke uderzył z lewej strony, piłka odbiła się od obrońcy i wpadła do siatki. Ødegaard rozegrał całe spotkanie, a Arsenal utrzymał kontakt z prowadzącym City.
Norweskiego akcentu nie zabrakło też w europejskim zwycięstwie FC København nad Bragą 3-0. Mohamed Elyounoussi otworzył wynik w 49. minucie, zaś Birger Meling uczestniczył w akcji zakończonej drugim golem i wyłożył piłkę Andreasowi Corneliusowi. Obaj Norwegowie wyszli w podstawowym składzie, a Elyounoussi prowadził Duńczyków jako kapitan. Mniej powodów do zadowolenia miał Julian Ryerson: wszedł po godzinie gry w przegranym przez Borussię Dortmund meczu w Bodø i w końcówce nie wykorzystał okazji na wyrównanie po rzucie rożnym. Powrót do Norwegii nie okazał się więc dla niego udany.
