Norweski bank centralny – Norges Bank – od dłuższego czasu deklaruje, że jego celem jest utrzymanie inflacji w okolicach 2%. Najnowsze dane pokazują jednak, że rzeczywistość rozmija się z planami. Zamiast spodziewanego hamowania cen, Norwegia w styczniu odnotowała wyraźnie wyższą inflację, niż zakładali ekonomiści.
Zaskakujące dane za styczeń
Analitycy prognozowali, że inflacja rok do roku wyniesie 2,7%, a inflacja bazowa – czyli z wyłączeniem najbardziej zmiennych kategorii, takich jak energia – 2,9%. Tymczasem rzeczywistość okazała się mniej optymistyczna:
- Inflacja ogółem: 3,6% r/r
- Inflacja bazowa: 3,4% r/r
To znacząca różnica względem oczekiwań i wyraźny sygnał, że presja cenowa wciąż utrzymuje się w norweskiej gospodarce.
Co podbiło ceny?
Według Espena Kristiansena z norweskiego urzędu statystycznego (Statistisk sentralbyrå), na styczniowy wzrost cen największy wpływ miały:
- czynsze za wynajmowane mieszkania,
- ceny samochodów,
- ceny energii elektrycznej.
Ceny aut i prądu tradycyjnie charakteryzują się dużą zmiennością, dlatego – jak podkreślał Kyrre M. Knudsen z SpareBank 1 Sør-Norge – nie są one największym powodem do obaw. Znacznie poważniejszy społecznie problem stanowi wzrost czynszów. Wyższe koszty najmu wynikają m.in. ze zmian podatkowych, które przełożyły się na decyzje właścicieli mieszkań.
Drożała również żywność. W ujęciu rocznym ceny jedzenia wzrosły o 4,2%, a w porównaniu z grudniem – o 1,4%. W dużej mierze to efekt wcześniejszych, przedświątecznych promocji, więc sam kierunek zmian nie był dla rynku zaskoczeniem.
Dlaczego prognozy zawiodły?
Pomyłka w szacunkach skłoniła analityków do refleksji nad przyczynami niedoszacowania inflacji. Harald Magnus Andreassen, główny ekonomista SpareBank 1 Markets, przyznał w rozmowie z Nettavisen, że prognozowanie w obecnych warunkach jest wyjątkowo trudne.
Jego zdaniem bank centralny mógł nie docenić zdolności norweskich firm do przenoszenia rosnących kosztów na konsumentów. Gdy popyt pozostaje silny, przedsiębiorstwa mają większą przestrzeń do podnoszenia cen bez ryzyka spadku sprzedaży.
Są też pozytywne sygnały
Nie wszyscy ekonomiści malują obraz w ciemnych barwach. Karine Alsvik Nelson z Handelsbanken zwróciła uwagę w rozmowie z Nettavisen na relatywnie dobrą kondycję gospodarki. PKB utrzymuje się na stabilnym poziomie, a bezrobocie – choć wzrosło między 2024 a 2025 rokiem z 4% do 4,5% – nadal jest niskie i stabilne.
To oznacza, że norweska gospodarka nie znajduje się w stanie głębokiego spowolnienia, mimo utrzymującej się presji cenowej.
Co to oznacza dla stóp procentowych?
Najważniejsza konsekwencja nowych danych jest jasna: szybka obniżka stóp procentowych jest mało prawdopodobna. Wyższa od oczekiwanej inflacja utrudnia bankowi centralnemu łagodzenie polityki pieniężnej.
Rynek zareagował niemal natychmiast. W oczekiwaniu na dłuższy okres wyższych stóp procentowych norweska korona zaczęła się umacniać. Obecnie jedna korona kosztuje około 0,37 złotego.
Dla kredytobiorców oznacza to dłuższe utrzymanie wyższych kosztów finansowania. Dla posiadaczy oszczędności – potencjalnie bardziej atrakcyjne oprocentowanie depozytów. A dla całej gospodarki – sygnał, że walka z inflacją w Norwegii trwa.
