Wcześniej myślałam, że w życiu widziałam już wszystko, co najdziwniejsze. Jednak niedawno przeżyłam niemały szok kulturowy, gdy zobaczyłam, że sam król Harald wisi sobie elegancko oprawiony w ramkę na ścianie. W toalecie.
Musiałam spojrzeć dwa razy. A może nawet trzy. Poczułam się urażona w imieniu naszego ukochanego króla Haralda. Przez chwilę naprawdę zastanawiałam się, czy przypadkiem nie trafiłam do jednego z odcinków South Parku.
– Ojej, biedny, nieżyjący już król! Czym sobie zasłużył na takie miejsce? Przecież to GOAT! – pomyślałam.
Dla tych, którzy nie znają tego określenia: GOAT to skrót od angielskiego greatest of all time, czyli „najlepszy wszech czasów”.
A Harald właśnie taki był!
Absurd w Polsce
Pochodzę z Polski i u nas coś takiego zostałoby odebrane jako gest poniżający. Mnie wydało się to zarówno brakiem szacunku, jak i kompletnym absurdem. Nie potrafiłam więc zrozumieć, dlaczego ktokolwiek miałby umieścić portret samego króla Haralda właśnie tam. Ze wszystkich możliwych miejsc ktoś wybrał toaletę!

Oczywiście zrobiłam zdjęcie i wysłałam je moim polskim znajomym. Reakcje były natychmiastowe. Niektórzy uznali, że osoba, która wpadła na taki pomysł, musiała stracić rozum.
Następnie wysłałam zdjęcie norweskim znajomym, prosząc ich o logiczne wyjaśnienie tego zjawiska. I wtedy się zaczęło!
Bo w Norwegii najwyraźniej nic nie jest tak proste, jak się wydaje. To, co dla Polaka może wyglądać na obrazę, dla Norwega może być oznaką najgłębszego szacunku.
Królewski dylemat
Usłyszałam bowiem historię, która była niemal jeszcze bardziej niewiarygodna niż samo zdjęcie.
Dawniej, gdy papier toaletowy był towarem luksusowym, ludzie zastępowali go starymi gazetami i tygodnikami. Kiedy jednak trafiali na zdjęcie króla lub rodziny królewskiej, pojawiał się poważny dylemat. Przecież nie można było wycierać sobie tyłka samym królem! Co więc robiono?
Otóż wyrywano portret z gazety i wieszano go na ścianie toalety! W ten sposób król otrzymywał honorowe miejsce w przydomowym wychodku.
Jeden z historyków opowiadał również, że tradycja ta mogła nabrać szczególnego znaczenia podczas II wojny światowej. Gdy Norwegia znajdowała się pod niemiecką okupacją, eksponowanie portretów rodziny królewskiej mogło być formą prowokacji wobec Niemców.
Wszyscy jesteśmy równi
Z czasem zaczęłam patrzeć na to zdjęcie zupełnie inaczej. Król Harald zawsze był przecież znany jako monarcha wszystkich ludzi. Ciepło wypowiadał się o różnorodności, miłości i prawie każdego człowieka do bycia sobą.
Przypominał nam, że Norwegowie pochodzą z wielu krajów, wierzą w różnych bogów, kochają różnych ludzi, a mimo to wszyscy należą do tej samej wspólnoty. Właśnie dlatego tak bardzo go kochaliśmy.
Bo w toalecie rzeczywiście wszyscy jesteśmy równi. Kiedy natura wzywa, każdy musi odpowiedzieć. Nawet król.
Nie wiem, co sam monarcha pomyślałby o takiej sytuacji. Ale znając jego ciepłe poczucie humoru, potrafię sobie wyobrazić, że uśmiechnąłby się pod nosem, a może nawet szeroko się roześmiał.
I wtedy zrozumiałam coś ważnego.
W Polsce być może przyznalibyśmy prezydentowi honorowe miejsce w salonie. W Norwegii król dostaje swoje miejsce w toalecie. I najwyraźniej w obu przypadkach może to wynikać z miłości i szacunku.
Dlatego następnym razem, gdy odwiedzę norweską toaletę i zobaczę na ścianie portret króla Haralda, nie będę już mu współczuć.
Autorka jest zastępczynią członka rady miejskiej Bergen z ramienia Partii Konserwatywnej (Høyre), ale tekst napisała jako osoba prywatna.








Dodaj komentarz