Podczas II wojny światowej Norwegia dostarczyła Niemcom duże ilości ryb, metali lekkich i… książek. To wstydliwy epizod w historii literatury norweskiej, o którym nie chciano pamiętać. Nie trzeba wcale było być poplecznikiem nazistów, by czerpać zyski ze sprzedaży swoich książek w państwie Adolfa Hitlera…
Norweskiego noblistę Knuta Hamsuna nazizm fascynował aż tak, że pisarz oddał swój medal noblowski Goebbelsowi.
Zupełnie inne nastawienie do tej ideologii miała Sigrid Undset, również noblistka. Zachęcała do oporu. Wkrótce po niemieckiej napaści na Norwegię straciła jednego z synów. Poległ, walcząc o ojczyznę.
Dwie skrajne postawy
Dwoje pisarzy i dwie skrajne postawy światopoglądowe. A jednak Undset i Hamsuna coś w związku z Niemcami łączy. Oboje pozwolili na tłumaczenie swoich książek na niemiecki i sprzedaż ich w kraju pozostającym pod rządami nazistów. Między 1933 a 1945 rokiem w Niemczech ukazały się 24 książki Hamsuna. Jeśli chodzi natomiast o Undset, jej książek nie wydawano tam po roku 1940, roku napaści Niemiec na Norwegię, ale w ciągu siedmiu poprzednich lat od przejęcia władzy w Niemczech przez Hitlera ukazało się tam aż 14 książek jej autorstwa.
Lata 1933-1945 to czas sporego zainteresowania Norwegią i norweską literaturą wśród Niemców. W tym okresie ponad setka norweskich autorów próbowała wydać lub wydała swoje książki w Niemczech. Niektórzy z norweskich pisarzy, którzy zdecydowali się na ten krok, dorobili się na tym milionów. Poza Hamsunem i Undset w Niemczech wydawano także między innymi dzieła cenionego również w Polsce Tarjeia Vesaasa.
– Kontrast pomiędzy oporem wobec okupacji i nazyfikacji tutaj w kraju a gotowością do współpracy z nazistowskim środowiskiem literackim za granicą, jaką wykazywali norwescy pisarze i agenci literaccy, był uderzający – ocenia Narve Fulsås, emerytowany profesor Uniwersytetu w Tromsø, cytowany przez popularnonaukowy portal forskning.no.
Boom na Norwegię
Naziści mieli, jak wiadomo, obsesję na punkcie „czystości”, ale praźródła rasy germańskiej poszukiwali wśród nordyków. Norweska literatura nie wydawała im się więc z gruntu obca. Stała się zaś szczególnie pożądana po wybuchu II wojny światowej, gdy zatrzymano import książek brytyjskich, francuskich i polskich, a po pewnym czasie również amerykańskich i rosyjskich. W tym wojennym okresie to norweska literatura piękna stała się najczęściej tłumaczoną na niemiecki. W szczytowym pod tym względem 1940 roku w Niemczech ukazało się ponad 70 norweskich książek. Wiele z nich zaklasyfikować można do nurtu literatury norweskiej nazywanego realizmem etycznym. Należące do niego utwory operowały realistyczną, konwencjonalną formą, przypadającą do gustu szerokiej rzeszy czytelników, również tych uboższych – na przykład robotników. Literatura ta miała więc szansę stać się naprawdę popularna.
Jedynym śladem wątpliwości norweskiego pisarza związanych z wydawaniem książek w hitlerowskich Niemczech, na jaki natrafił profesor Fulsås, była wypowiedź Tarjeia Vesaasa. Spytał on swego wydawcę, co powinien zrobić z otrzymanymi pieniędzmi. Wahał się, czy nie powinien ich zwrócić. Tego typu dylematy moralne już z nim zresztą zostały. Później, w latach 60., Vesaas nie godził się na publikowanie swoich dzieł w RPA tak długo, jak przetrwa tam apartheid.
Wiara, naiwność czy cynizm?
Jak ten norwesko-niemiecki proces wydawniczy wyglądał w praktyce? Czy wszyscy skuszeni dostępem do dużego, zagranicznego rynku norwescy pisarze współpracowali z zapalonymi nazistami? Nie. Ta historia jest bardziej skomplikowana. Największym graczem biorącym udział w wydawaniu norweskiej literatury w Niemczech było działające w Norwegii biuro literackie prowadzone przez pewnego norweskiego adwokata Eilifa Moego oraz Maxa Taua, znawcę literatury, urodzonego w Bytomiu Niemca pochodzenia… żydowskiego.
Dlaczego Żyd angażował się w relacje handlowe z nazistowskimi Niemcami? Utrzymywał, że należy wspierać w ten sposób nienazistowskich czytelników, karmić ich wartościową literaturą. Autentyczna wiara w słuszność sprawy? Naiwność? A może cynizm i zwykła chęć zarobku? Trudno to jednoznacznie rozstrzygnąć. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że norweski wspólnik owego Żyda zaangażowany był w ruch oporu. Został nawet za to aresztowany przez Gestapo.
Tyle wojna. A co po wojnie? Z norweskiego Związku Pisarzy (Den norske Forfatterforening) wykluczono twórców, którzy należeli do faszystowskiej partii Nasjonal Samling. O tych, którzy wzbogacili się na interesach z Niemcami, nie rozmawiano, a w narracjach pamiętnikarskich temat ten skrzętnie pomijano lub przedstawiano go w sposób niejasny.
Realizm etyczny okazywał się więc niekiedy dość… elastyczny.
