W jednej z największych szkół wojskowych w Norwegi codzienność młodych rekrutów przerywa czasem krótkie wezwanie z listy nazwisk. Dziesięciu losowo wybranych żołnierzy opuszcza salę szkoleniową i w ciszy korytarza kieruje się do punktu medycznego. Tam dostają plastikowy kubek.
To rutyna i sygnał ostrzegawczy
W dużej szkole rekrutów w Norwegii, mieszczącej się w jednostce KNM Harald Haarfagre w Stavanger, personel obserwuje niepokojącą tendencję. Wyniki losowych kontroli wskazują na wyraźny wzrost użycia kokainy wśród młodych żołnierzy.
– Wzrasta liczba próbek z pozytywnym wynikiem na kokainę – mówi Jørgen Moseid Lorentzen, starszy chorąży sztabowy odpowiedzialny za nadzór nad kontrolami w obozie Madla w rozmowie z NRK.
W ubiegłym roku 76 z 536 pobranych próbek moczu dało wynik pozytywny. To ponad 14 procent testowanych. W 2025 roku służbę w jednostce rozpoczęło około 4500 rekrutów, z czego blisko 12 procent poddano kontroli.
Skala zjawiska jest na tyle duża, że kadra uznała działania profilaktyczne za konieczne.
Zero tolerancji, ale bez policyjnych konsekwencji
Norweskie siły zbrojne oficjalnie stosują zasadę zerowej tolerancji wobec narkotyków. Jednocześnie jednak przyjęty model działania odbiega od represyjnej logiki. Szybkie testy nie mają mocy dowodowej w postępowaniu karnym; służą jako narzędzie kontroli wewnętrznej i prewencji.
Rekruci z pozytywnym wynikiem nie są automatycznie zgłaszani na policję.
– Wojsko nie ma ani zamiaru, ani mandatu do karania żołnierzy w takich sytuacjach. To leży wyłącznie w gestii policji” – podkreśla Lorentzen.
Taka strategia, jak argumentuje, opiera się na zaufaniu. Groźba zgłoszenia mogłaby, jego zdaniem, skłaniać młodych ludzi do ukrywania problemu zamiast mierzenia się z nim otwarcie.
– Nie chodzi o karę, ale o to, byśmy mogli sobie nawzajem ufać – dodaje.
Ryzyko na służbie
Jednostka w Stavanger szkoli żołnierzy dla Marynarki Wojennej, Sił Powietrznych oraz Obrony Terytorialnej. Część z nich w przyszłości będzie obsługiwać sprzęt wojskowy, systemy uzbrojenia i pojazdy wymagające najwyższej koncentracji.
– W wojsku prowadzimy wiele działań obarczonych ryzykiem. Nie możemy akceptować sytuacji, w której ktoś stawia się do służby pod wpływem narkotyków – mówi Lorentzen.
W ciągu ostatnich trzech lat obóz uznał za konieczne prowadzenie testów zarówno w trakcie, jak i po wcieleniu do służby. Kontrole są wyrywkowe i organizowane w napiętym harmonogramie szkoleniowym. Same testy nie są kosztowne, lecz wymagają wykwalifikowanego personelu oraz czasu — zasobu w wojsku szczególnie cennego.
Brak pełnego obrazu
Problem wykracza jednak poza Madlę. Po rozwiązaniu w 2022 roku ogólnokrajowej grupy zajmującej się testami narkotykowymi odpowiedzialność została zdecentralizowana. Poszczególne jednostki prowadzą kontrole według własnych procedur, a skala badań znacząco się różni. Brakuje też ogólnokrajowych statystyk.
Dotychczas przy zwolnieniu ze służby rejestrowano jedynie ogólny kod przyczyny odejścia. Oznacza to, że nie istnieją precyzyjne dane dotyczące liczby żołnierzy, którzy odeszli z powodu narkotyków.
Siły Zbrojne zapowiadają zmianę systemu rejestrowania danych — pełniejszy przegląd sytuacji ma być możliwy pod koniec 2026 roku.
Obraz pokolenia?
Wzrost wykrytych przypadków kokainy wpisuje się w szerszą europejską debatę na temat zmieniających się wzorców konsumpcji narkotyków wśród młodych dorosłych. Choć norweskie wojsko nie podaje porównywalnych danych krajowych, Madla stała się papierkiem lakmusowym problemu, który może mieć charakter systemowy.
Inne obozy wojskowe przyglądają się rozwiązaniom stosowanym w Stavanger i rozważają wdrożenie podobnych kontroli.
Dla dowódców stawką jest bezpieczeństwo operacyjne i spójność instytucji opartej na dyscyplinie oraz zaufaniu.
