Norwegia inwestuje miliardy w rozbudowę sił zbrojnych i potrzebuje więcej żołnierzy, pracowników, sprzętu i infrastruktury. Nowy raport pokazuje mniej oczywistą stronę wielkiego Forsvarsløftet: żeby zatrzymać wojskowych w małych miejscowościach i na północy kraju, nie wystarczą koszary i miejsca pracy w armii. Potrzebne są również mieszkania, dobre lokalne usługi, atrakcyjne miejscowości oraz praca dla męża, żony czy partnera żołnierza.
Norweski rząd podsumowuje problem jednym zdaniem: silniejsza zdolność obronna wymaga silnych lokalnych społeczności.
18 września przedstawiono raport z programu Pilot forsvarskommune. Pilotaż prowadzono w trzech gminach mocno związanych z norweskimi siłami zbrojnymi: Bardu i Målselv w Troms oraz Sør-Varanger w Finnmarku.
Forsvarsløftet – szeroko zakrojony program wzmocnienia norweskiej obronności, obejmujący m.in. zwiększenie liczby personelu, rozwój infrastruktury i większe inwestycje w siły zbrojne.
Celem było sprawdzenie, jak wojsko i samorządy mogą wspólnie sprawić, aby ludzie nie tylko przyjeżdżali tam do pracy, ale również chcieli zostać, zamieszkać i związać z tymi miejscami swoje życie.
Wnioski brzmią zaskakująco zwyczajnie – potrzebne są mieszkania. Partnerzy wojskowych muszą mieć możliwość znalezienia pracy, rodziny potrzebują dobrych usług. Miejscowość musi być miejscem, w którym można nie tylko pracować, ale również normalnie żyć i wychowywać dzieci.
Można rozbudować bazę. Trudniej zbudować życie wokół niej
Norwegia znajduje się w trakcie jednej z największych rozbudów swoich sił zbrojnych od dziesięcioleci.
Długoterminowy plan Forsvarsløftet oznacza zwiększenie liczby personelu, inwestycje w sprzęt, budynki, bazy i infrastrukturę. Szczególne znaczenie ma północ kraju. Rząd planuje tam w ciągu dziesięciu lat inwestycje przekraczające 50 miliardów koron oraz ponad 1700 nowych miejsc pracy bezpośrednio związanych z rozbudową sektora obronnego.
Tylko że nowe stanowisko w Forsvaret nie funkcjonuje w próżni. Osoba, która otrzymuje pracę w jednostce wojskowej w północnej Norwegii, może mieć partnera z własną karierą zawodową. Może mieć dzieci potrzebujące szkoły lub przedszkola. Rodzina potrzebuje mieszkania, usług, miejsc spotkań i życia społecznego. Jeżeli tego brakuje, samo atrakcyjne stanowisko w wojsku może nie wystarczyć.
– Budujemy teraz Forsvaret i wzmacniamy zdolności obronne. Potrzebujemy do tego żołnierzy, sprzętu i budynków, ale również społeczności lokalnych, w których ludzie chcą mieszkać, pracować i zakładać rodziny – mówi minister obrony Tore O. Sandvik.
Co zrobić, kiedy żołnierz dostaje pracę, ale jego żona lub mąż jej nie ma?
To jeden z najbardziej konkretnych problemów opisanych przez pilotaż. Przeprowadzka związana ze służbą wojskową oznacza często zmianę życia całej rodziny. Jeżeli jedna osoba otrzymuje dobrą pracę w Forsvaret, ale druga po przeprowadzce zostaje bez zatrudnienia, decyzja o pozostaniu w nowym miejscu staje się znacznie trudniejsza.
W Sør-Varanger postanowiono więc potraktować problem wspólnie. Gmina, Forsvaret, policja oraz szpital rozpoczęły współpracę pod nazwą „Felles utfordringer, felles løsninger” – „Wspólne problemy, wspólne rozwiązania”.
Te cztery instytucje dysponują łącznie prawie 2000 miejsc pracy.
Zamiast więc patrzeć wyłącznie na wakaty we własnej instytucji, mają współpracować przy poszukiwaniu odpowiedniego zatrudnienia dla małżonka lub partnera osoby przeprowadzającej się do Sør-Varanger.
To interesująca zmiana sposobu myślenia o rekrutacji – wojsko rekrutuje jednego pracownika, ale aby go zatrzymać, trzeba czasami znaleźć rozwiązanie dla całej rodziny.
Potrzebne są też mieszkania
Drugim problemem jest dostępność odpowiednich mieszkań. W Sør-Varanger potrzebnych jest więcej lokali na wynajem. Pilotaż otrzymał wsparcie Husbanken, aby lepiej zbadać potrzeby mieszkaniowe oraz wypracować model współpracy pomiędzy dużymi pracodawcami i prywatnymi deweloperami.
Chodzi o to, aby osoby przyjeżdżające do pracy rzeczywiście miały gdzie zamieszkać. Problem nie dotyczy zresztą wyłącznie Sør-Varanger. Raport z całego programu wskazuje dostęp do odpowiednich mieszkań jako jeden z kluczowych warunków rekrutowania i zatrzymywania personelu wojskowego.

Bardu przygotowało pakiet dla nowych mieszkańców
Każda z trzech gmin pilotażowych testowała nieco inne rozwiązania.
W Bardu powstał specjalny tilflytterpakke – pakiet skierowany do osób przeprowadzających się do gminy. Chodzi o to, aby nowy mieszkaniec łatwiej odnalazł się w lokalnej społeczności i miał dostęp do potrzebnych informacji oraz możliwości uczestnictwa w życiu miejscowości.
W Målselv uwaga skupia się natomiast na Bardufoss. Gmina pracuje nad tym, aby miejscowość była bardziej atrakcyjnym miejscem do życia. Obejmuje to rozwój centrum, tworzenie miejsc spotkań oraz poprawę jakości lokalnego środowiska.
Sør-Varanger koncentruje się m.in. na mieszkaniach i pracy dla osób przeprowadzających się razem z pracownikami.
Trzy różne rozwiązania prowadzą więc do podobnego wniosku: nie wystarczy stworzyć stanowisko pracy. Trzeba stworzyć warunki, żeby człowiek chciał wokół tej pracy zbudować swoje życie.
Problem wcale nie jest nowy
Co ciekawe, norweskie państwo zna ten problem od dawna.
Już w 2023 roku Komisja ds. Obrony (Forsvarskommisjonen) zwracała uwagę, że wiele ważnych miejsc pracy w siłach zbrojnych znajduje się poza największymi miastami. Dla rodzin znaczenie mają nie tylko warunki zatrudnienia samego wojskowego, ale także możliwość rozwijania własnej kariery przez partnera, odpowiednie mieszkania dla rodzin oraz równowaga pomiędzy pracą i życiem prywatnym. Komisja ostrzegała, że bez odpowiednich rozwiązań część ludzi może wcześniej rezygnować z kariery wojskowej, co oznacza dla Forsvaret utratę kosztownie wyszkolonych i doświadczonych pracowników.
Podobne problemy pojawiały się zresztą w norweskiej polityce obronnej znacznie wcześniej. Już dokumenty rządowe z końca lat 90. wskazywały, że jednym z powodów, dla których rodziny nie przeprowadzały się wraz z personelem wojskowym – szczególnie do północnej Norwegii – były kariera partnera, brak możliwości znalezienia dla niego pracy oraz kwestie związane ze szkołą dzieci.
Dziś problem wraca na znacznie większą skalę, ponieważ Norwegia chce szybko rozbudowywać swoje siły zbrojne.
Obrona Norwegii zaczyna się również poza koszarami
Raport pokazuje coś jeszcze. Interesy wojska i małych gmin w dużej mierze się pokrywają. Forsvaret potrzebuje ludzi i chce ich zatrzymać, a gminy potrzebują mieszkańców, miejsc pracy, rodzin z dziećmi i stabilnych społeczności.
Jeżeli w miejscowości powstają mieszkania, dobre szkoły i przedszkola, rozwijają się usługi, miejsca spotkań i rynek pracy – korzystają z tego zarówno rodziny wojskowych, jak i pozostali mieszkańcy.
Dlatego rząd chce teraz wykorzystać doświadczenia Bardu, Målselv i Sør-Varanger oraz zastanowić się, jak rozszerzyć współpracę pomiędzy Forsvaret, gminami, Forsvarsbygg (państwowy zarządca nieruchomości i infrastruktury wojskowej w Norwegii) oraz innymi publicznymi i prywatnymi podmiotami.
To również element szerszej strategii dla północnej Norwegii. Państwo chce tam utrzymywać społeczności zdolne nie tylko do normalnego funkcjonowania, ale także wspierania bezpieczeństwa i gotowości kraju.
Jak się okazuje jeden z mniej oczywistych elementów wielkiej norweskiej rozbudowy militarnej nie dotyczy rakiet, okrętów ani nowych systemów uzbrojenia, ale tego, czy partner żołnierza znajdzie pracę, czy rodzina znajdzie mieszkanie i czy po zakończeniu służby będzie dokąd wrócić – do domu, szkoły, przedszkola i społeczności, w której rzeczywiście chce się zostać.
