Każdego roku w okresie jego schyłku wielu z nas planuje, co się zmieni ich życiu w nadchodzącym czasie. Witold Gombrowicz robił do czytelników perskie oko, mówiąc, że zaczyna wszelakie czynności o pełnej godzinie. Wyśmiewał tym naszą dążność do trzymania się porządku, formy i rytuału. Czy takie planowanie przynosi nam powodzenie, ma w sobie magiczną moc, czy jest tylko mirażem – zastanawia się terapeutka, Karolina Borkowska.
W okresie świątecznym, tuż przed Nowym Rokiem słuchaliśmy z mężem audycji, w której to znani i lubiani wypowiadali się na temat swoich celów noworocznych. Dla wielu z nas styczeń to moment symboliczny – pewnego rodzaju przejście. Pożegnania tego, co stare i spojrzenia z nadzieją na to, co może nadejść. Coś się kończy, coś się zaczyna. W gabinecie terapeutycznym, na sali jogi i w rozmowach prywatnych słyszę wtedy podobne zdania: „Od nowego roku chcę zadbać o siebie”, „Muszę wreszcie coś zmienić”, „To będzie mój rok”. Spotykam się z tym często… Plany na nowy rok są jednym z najbardziej powszechnych zjawisk psychologicznych – i jednocześnie jednym z najbardziej frustrujących.
Psychologiczna potrzeba nowego początku
Z perspektywy psychologii tak popularne postanowienia noworoczne są dla nas pewnego rodzaju kotwicą lub obietnicą, która mówi nam, że tym razem będzie lepiej. Nie warto z nich dworować czy traktować jako słabość lub kaprys. Są one odpowiedzią na bardzo ludzką potrzebę sensu, kontroli i nadziei. Koniec roku sprzyja bilansowi, podsumowaniom – często je robimy także w przestrzeni publicznej: oceniamy swoje decyzje, relacje, zdrowie, pracę. Niekiedy przynosi to rozczarowanie, niekiedy dumę. Gdy pojawia się poczucie rozbieżności między tym, jak jest, a tym, jak chcielibyśmy, żeby było, naturalną reakcją może być chęć zmiany – poprawy. Nowy rok działa jak symboliczna „tabula rasa”. To moment, w którym łatwiej uwierzyć, że możemy zacząć raz jeszcze – nawet jeśli racjonalnie wiemy, że 1 stycznia niewiele różni się od 31 grudnia.
Dlaczego większość postanowień upada?

Z mojej praktyki coachingowej czy terapeutycznej wynika, że problemem rzadko jest brak silnej woli. W ogóle nie wierzę w lenistwo samo w sobie. Za naszą postawą zawsze stoi coś więcej – na przykład stan zdrowia fizycznego czy kondycja psychiczna. To, co może sprawić, że nam nie wychodzi to między innymi zbyt duże, nierealistyczne oczekiwania, które sobie stawiamy. Tyle tkwiliśmy w bezruchu, to teraz chcemy nadrobić. Jasna sprawa! Ale to niestety tak nie działa. Lepsze efekty przynoszą małe kroki. Moim uczniom w szkole językowej powtarzam często – spróbuj przyswoić jedno słowo dziennie – to nie za wiele, nie zniechęcisz się i jesteś w stanie to wykonać. Po tygodniu znasz już siedem słów, po miesiącu ponad 30, etc. etc. Jedno nowe pojęcie, to zawsze więcej niż zero.
Inną przyczyną niepowodzenia może być brak kontaktu z własnymi potrzebami, z sobą, brak znajomości wartości i celów. Często bagatelizowana praca własna jest istotna dla rozwoju na każdej płaszczyźnie życia, nie wolno o tym zapominać. Kiedy gubimy drogę do celu, zawsze warto wrócić do siebie, wrócić do tego, co dla mnie ważne, ponownie połączyć się z wartościami, sprawdzić, dokąd zmierzam i dlaczego, przypomnieć sobie, co mnie prowadzi – to jest nasza prawdziwa siła napędowa.
I w końcu mylenie motywacji z presją, kiedy naciskamy na samych siebie, ciało i umysł stawia opór. Nikt przecież nie lubi być zmuszany. Warto tutaj odnieść się do wcześniejszych dwóch punktów i poluzować gorset powinności. Zamiast krytykować siebie:
„Jestem za mało zdyscyplinowana”, „Powinnam być inna”, „Muszę się w końcu ogarnąć”, lepiej odczepić się od siebie i dać sobie więcej wyrozumiałości, bo zmiana oparta na poczuciu winy i wstydu rzadko bywa trwała. Psychologia jasno pokazuje, że długofalowa metamorfoza zachodzi wtedy, gdy towarzyszy jej poczucie sensu, autonomii i życzliwości wobec siebie.
Postanowienie czy potrzeba
Kiedy pracuję gabinetowo, jedno z najważniejszych pytań, jakie zadaję osobom pracującym nad zmianą, brzmi: „Czemu to ma służyć?”, „Czy chęć większej aktywności fizycznej wynika z potrzeby kontaktu z ciałem, czy z presji kulturowej?”. Czy postanowienie „mniej się stresować” uwzględnia realne obciążenia życiowe? Czy decyzja o zmianie pracy jest ucieczką, czy świadomym wyborem? Postanowienia, które nie są zakorzenione w autentycznych potrzebach, szybko stają się kolejnym źródłem frustracji. Dlatego tak ważne jest sięgnięcie źródła, zrozumienie przyczyny naszej chęci transformacji. Kiedy uciekamy, stare problemy nas gonią i nigdy nie ustąpią.
Co z tym zrobić?
W terapii – podobnie jak w jodze – nie chodzi o to, żeby „robić wszystko idealnie”. Ideały nie istnieją, a wiara w nie jest bardziej iluzją. W procesie zmiany chodzi o regularny powrót do intencji, nawet jeśli po drodze się potykamy. To normalna sprawa. Na to też dajmy sobie przyzwolenie. Tym, co realnie może nas wzmocnić jest psychologiczna elastyczność. Oznacza ona zdolność do dostosowywania planów do rzeczywistości, a nie karania siebie za to, że życie okazało się bardziej złożone niż kalendarz na styczeń. Zmiana nie przebiega liniowo. Są momenty motywacji i momenty zniechęcenia. To nie porażka – to proces, a zrozumienie i wdrożenie tego schematu to połowa sukcesu.

Zatem, zamiast tworzyć długą listę postanowień, określ kierunek swojej drogi i pozwól sobie na jej przejście zgodnie z potrzebami serca, wszystkimi wątpliwościami i potknięciami. Kierunek daje przestrzeń. Postanowienie często ją zamyka.
Nowy rok nie jest testem naszej wartości ani sprawdzianem konsekwencji. Czasem największą zmianą nie jest to, co robimy, ale jak do siebie mówimy, gdy coś nam nie wychodzi. Jeśli więc w tym roku coś „nie zaskoczy” od razu – to nie znaczy, że zawiodłaś. Być może po prostu uczysz się siebie na nowym etapie życia. I to samo w sobie jest bardzo dobrym początkiem. Trzymam za Ciebie kciuki!

Autorką tekstu jest Karolina Borkowska – psychotraumatolog, seksuolog, terapeutka EFT, certyfikowana w ACT (terapia akceptacji i zaangażowania), TUS (trening umiejętności społecznych) i TSR (terapia skoncentrowana na rozwiązaniach), certyfikowany coach, studentka piątego roku psychologii klinicznej, nauczycielka jogi 500 RYT, założycielka gabinetu terapeutycznego w Lillehammer – Det gode livet.
