Zdaniem profesora Kurta Brekkego – tak.
– Potrzebujemy większej liczby dużych graczy na rynku spożywczym. Gdyby taka sieć dyskontowa jak Lidl ponownie weszła do Norwegii, mogłoby to zmusić obecne sieci do ostrzejszej konkurencji cenowej – mówi Brekke, ekonomista z Norweskiej Szkoły Ekonomii (Norges Handelshøyskole, NHH), w rozmowie z forskning.no.
W wielu krajach Europy, m.in. w Wielkiej Brytanii i Holandii, działa znacznie więcej niezależnych sieci handlowych. W Norwegii wybór jest pozorny. Za kilkunastoma szyldami stoją trzy firmy.
Trzy grupy, wiele szyldów
Do NorgesGruppen należą m.in. Kiwi, Meny, Spar i Joker.
Do Coop – Extra, Obs, Prix i Mega.
Rema 1000 działa pod jedną nazwą.
Zdaniem Brekkego tak mała liczba graczy może ograniczać konkurencję cenową, także w przypadku podstawowych produktów, takich jak mleko i pieczywo.
– Bez zagrożenia ze strony nowych konkurentów sieci mogą uznać, że bardziej opłaca im się unikać ostrej rywalizacji cenowej – twierdzi.
Łowcy cen w sądzie
Trzy największe sieci spotykają się obecnie w sądzie z Urzędem Ochrony Konkurencji (Konkurransetilsynet). Spór dotyczy tzw. łowców cen (prisjegere), czyli pracowników, których sieci wysyłały do sklepów konkurencji, by sprawdzali ceny.
Urząd uważa, że współpraca przy zbieraniu informacji o cenach osłabiła konkurencję. Sieci kwestionują te zarzuty.
– Jeśli Urząd Ochrony Konkurencji ma rację, sieci koordynowały swoje działania w sposób, który mógł doprowadzić do wzrostu cen – mówi Brekke.
Do czasu zakończenia sprawy nie przesądzono o odpowiedzialności żadnej ze stron.
Z czterech zostały trzy
Kiedy Lidl wchodził do Norwegii, na rynku działało czterech dużych graczy. W 2015 roku Coop przejął sieć ICA i zostało ich trzech.
Od ponad dziesięciu lat żadnemu nowemu podmiotowi nie udało się skutecznie wejść na ten rynek.
Brekke obawia się, że konkurencja może jeszcze osłabnąć.
– Problem polega na tym, że NorgesGruppen stale się rozwija. Udział tej grupy w rynku wzrósł do znacznie ponad 40 proc. – mówi.
Jeśli ten trend się utrzyma, Coop i Rema mogą mieć jego zdaniem problem z utrzymaniem rentowności.
– Rema wielokrotnie zwracała uwagę na różnice w warunkach zakupowych oferowanych przez kluczowych dostawców – dodaje profesor.
Lidl w Norwegii
Lidl, który dobrze znamy z Polski, to niemiecka sieć dyskontów i jedna z największych w Europie. Ma ponad 10 tys. sklepów.
- 2001 – powstaje spółka Lidl Norge.
- 2004 – pierwsze sklepy w Norwegii.
- W szczytowym okresie – ok. 50 sklepów.
- 2008 – Lidl wycofuje się z Norwegii, jego sklepy przejmuje Rema 1000.
Źródło: Store norske leksikon (SNL)
Dlaczego Lidl się nie utrzymał
Zdaniem Brekkego norweskie władze nie wykorzystały wtedy szansy na poprawę konkurencji. Jednym z głównych problemów niemieckiej sieci były umowy z dostawcami.
– Lidl miał znaczące trudności z uzyskaniem konkurencyjnych warunków zakupowych u kluczowych norweskich dostawców. Pokazuje to, jak istniejące struktury zakupowe i dystrybucyjne mogą utrudniać nowym podmiotom wejście na rynek – wyjaśnia ekonomista.
Znaczenie miały też inne czynniki. Norwegowie nie znali wielu marek z półek Lidla, a ochrona norweskiego rolnictwa przed importem (importvern) ograniczała asortyment.
„Nie wystarczy ułatwiać małym sieciom pozostawanie małymi”
Rząd chce ułatwić wejście na rynek mniejszym sieciom spożywczym i zapewnić im dostęp do dostawców na lepszych warunkach. Brekke uważa, że to za mało.
– Aby przyciągnąć gracza, który rzeczywiście będzie w stanie rzucić wyzwanie największym sieciom, musi to być firma posiadająca własną logistykę, własną sieć dystrybucji i umowy z dostawcami – mówi.
Jako przykład wskazuje właśnie Lidla. Sieć ma rozbudowany system zakupów i dystrybucji, a w sąsiedniej Szwecji odnosi sukcesy.
– Nie wystarczy ułatwiać małym sieciom spożywczym pozostawanie małymi. Celem powinno być przyciągnięcie konkurenta, który będzie w stanie rozwinąć się na tyle, by stać się rzeczywistą konkurencją dla trzech sieci dominujących obecnie na rynku – twierdzi Brekke.
Jego zdaniem obecnie istnieje polityczna wola zmian w handlu spożywczym, więc to może być dobry moment.
Trumf, Coop, Æ: programy lojalnościowe jako bariera
Kolejną przeszkodą dla nowych sieci mogą być programy lojalnościowe, takie jak Trumf (NorgesGruppen), członkostwo w Coop czy aplikacja Remy 1000. Zwracają na to uwagę naukowcy z Instytutu Badań Konsumenckich SIFO (Forbruksforskningsinstituttet SIFO). W dwóch nowych raportach opisują, jak sieci wykorzystują rabaty, premie i spersonalizowane oferty, by zatrzymać klientów.
– Nowa sieć spożywcza musi konkurować nie tylko cenami i asortymentem. Może być również zmuszona do stworzenia atrakcyjnego programu lojalnościowego, aby przekonać klientów do zmiany sklepu – mówi Alexander Schjøll, kierownik ds. badań w SIFO.
Takie programy są kosztowne. Wymagają inwestycji w technologie, bezpieczeństwo i ochronę danych osobowych. Nowa sieć, która i tak musi zapłacić za otwarcie sklepów, umowy z dostawcami i dystrybucję, może nie mieć na to środków.
Badacze wskazują też na paradoks. Jeśli programy lojalnościowe mają wszystkie sieci, wszystkie ponoszą wysokie koszty, a żadna nie zyskuje przewagi. Stawiają więc pytanie, czy z punktu widzenia całej gospodarki nie byłoby lepiej zlikwidować programy i obniżyć ceny dla wszystkich klientów.
Brekke nie jest przekonany, czy programy lojalnościowe aż tak bardzo wiążą klientów. Wielu Norwegów należy jednocześnie do kilku z nich.
– Uważam, że znacznie ważniejsze są sieć dystrybucji, logistyka oraz dostęp do korzystnych cen zakupu – mówi profesor.
Czy niemiecka sieć, która 18 lat temu sprzedała swoje norweskie sklepy Remie, byłaby gotowa na drugie podejście? Tego na razie nie wiadomo.
Przygotowane z użyciem AI








Dodaj komentarz