Ostatni sygnał z parkingu
Ostatnia lokalizacja, jaką Hubert Dyrda wysłał matce, wskazuje parking w Drammen. Hubert mówił, że widzi hotel i do niego wchodzi. Przesłana mapa nie pokazuje hotelu. Po piętnastu dniach od tamtego poranka policja informuje rodzinę, że zmniejsza nakłady na poszukiwania.
– Usłyszeliśmy, że „faza intensywnego śledztwa minęła” – mówi Karol Dyrda, starszy brat Huberta. – Dowiedzieliśmy się też, że mimo upływu piętnastu dni nie przejrzano jeszcze wszystkich nagrań z kamer.
Rozmawiam z Karolem. Jest już w Polsce. Musiał wrócić.
– Jest dużo różnych myśli. Brak informacji nam nie pomaga – mówi.
„Coś w niego wstąpiło”
Jest niedziela, 18 października, wczesny ranek. Hubert od wieczora siedzi na domówce z kolegami z pracy. Wszyscy są Polakami.
Ok. 6.20 Hubert nagle wybiega z mieszkania. Krzyczy: „Zostawcie mnie”.
– Cytuję ich słowa: „Coś w niego wstąpiło” – mówi Karol.
Kamera rejestruje Huberta przy ulicy Ryddinggangen. Biegnie w stronę parkingu. Policja w kolejnych dniach potwierdza to nagranie i udostępnia prasie zrzuty z nagrania.
Hubert dzwoni do brata. Karol nie odbiera, jest bardzo wcześnie. Hubert dzwoni do mamy, Anny. Mówi jej, że ktoś go ściga i chce go zabić. Wysyła lokalizację, która wskazuje parking. Mówi jednak, że widzi jakiś hotel i że do niego wchodzi.
Potem kontakt się urywa.
Przesłanki nie wskazujących na przestępstwo, uważa policja. Jak przekazano rodzinie, z zeznań również nie wynika, by była to sprawa kryminalna. Policja prowadzi ją jako zaginięcie.
Zgłoszenie – brak zagrożenia życia lub zdrowia
Pierwsza dzwoni na policję koleżanka Huberta, Natalia Łoś. Mówi po angielsku. Jest niedziela wieczór, ok. godziny 19:40.
– Rozmowa z policją trwała 51 minut. Po chwili oddzwonili do koleżanki mówiąc, że nie pomogą – relacjonuje Karol.
Natalia potwierdza – od policjanta usłyszała, że nie jest to stan zagrożenia życia lub zdrowia.
– Usłyszałam, że sama muszę zdecydować, kiedy znów mam skontaktować się z policją.
Redakcji Razem Norge nie udało się ustalić, kiedy zgłoszenie zostaje przyjęte. Poprosiliśmy policję o komentarz w tej sprawie, jednak nie otrzymaliśmy konkretnej odpowiedzi na to pytanie.
Wiadomo natomiast, że w poniedziałek około godziny 15 na policję dzwoni pracodawca. Hubert nie przyszedł do pracy i to zaniepokoiło szefa.
– Wydaje mi się, że to pierwsze zgłoszenie nie zostało przyjęte – mówi Karol.
We wtorek policja przesłuchuje kolegów z pracy, z którymi Hubert spędził noc, oraz przyjaciela, z którym mieszkał – informuje Karol. Z jego relacji wynika, że od tego dnia funkcjonariusze kontaktują się też ze szpitalami i sprawdzają, skąd można pozyskać monitoring. Mniej więcej wtedy z policją kontaktuje się również ambasada RP.
Kilka godzin na komisariacie
W środę, 21 października, do Norwegii przylatują brat Karol z mamą Anna. Pierwsze kilka godzin spędzają na komisariacie.
Od tej pory kontaktują się z funkcjonariuszem wyznaczonym do rozmów z rodziną. Tak dowiadują się, że wezwano nurków i że od środy zbierane są nagrania z monitoringu. Mówi, że wyników nie dostaje na bieżąco. Słyszy tylko, że na sprawdzonych nagraniach Huberta nie widać.
Kamery, psy, nurkowie
W czwartek przychodzi wiadomość, że pies tropiący nie podjął tropu.
Tego samego dnia policja dostaje sygnał, że osobę podobną do Huberta widziano w Burger Kingu w Oslo. Funkcjonariusze sprawdzają monitoring. To nie był Hubert.
W Drammen patrole szukają kamer, mają zabezpieczyć nagrania. Wtedy Karol i Anna po raz pierwszy oglądają jedyny materiał, który policja im pokazała: Hubert biegnie w stronę parkingu.

Na prośbę jednego z wolontariuszy uczestniczących w poszukiwaniach, w porozumieniu z policją, do akcji włącza się organizacja VSAR (Viken Search And Rescue) pracująca z psami tropiącymi i RHIA (Redningshunder i Aksjon), która również zajmuje się poszukiwaniami ludzi i akcjami ratunkowymi. Psy nie podejmują tropu.
W niedzielę nie ma żadnych wiadomości.
W poniedziałek znów to samo: kolejne sprawdzone kamery, żadnego śladu po Hubercie. Wieczorem policja wypuszcza drona. We wtorek i w środę pracują nurkowie. Nic nie znajdują.
Dzwoni przedstawiciel ambasady w Oslo. Pyta, czy rodzina potrzebuje pomocy psychologicznej. Karol dziękuje, taką pomoc mają już zorganizowaną dzięki wsparciu wolontariuszy angażujących się w poszukiwania.
Tollbugata 34
W trakcie naszej rozmowy Karol otwiera Google Maps i podaje adres: Tollbugata 34. To budynek niedaleko parkingu, z kamerami blisko ulicy. Wolontariusze znaleźli na nim numer telefonu do administratora. Usłyszeli, że nagrania przekazano policji.

W którą stronę są skierowane kamery? Tego rodzina nie wie. Policja twierdzi, że na nagraniach Huberta nie widać.
Nagrań nie mogą obejrzeć. Jak przypuszcza Karol, wynika to z przepisów o ochronie prywatności.
Co budzi jego największe wątpliwości?
– To, że żadna inna kamera nie zarejestrowała Huberta, a policja jednocześnie twierdzi, że ma godziny nagrań, których piętnastego dnia od zaginięcia wciąż nie przejrzano.
Ludzie z Drammen
Zaczyna się od posta na Facebooku. Po nim i kolejnych publikacjach w mediach społecznościowych zgłaszają się ludzie, którzy chcą pomóc. Większość mieszka w Drammen, kilka osób przyjeżdża z Oslo – opowiada Karol.
– Dzięki nim udało nam się dotrzeć do naprawdę cudownych osób. My tam na co dzień nie mieszkamy, a oni znają okolicę.
Jednym z wolontariuszy jest Tomasz Jagielski. Od środy, 21 października, codziennie po pracy do późnego wieczora, szuka Huberta. Wcześniej nie brał udziału w żadnych poszukiwaniach. W poszukiwania angażuje się też jego dziewczyna.
– Chcieliśmy pomóc. Wspólnie zastanawialiśmy się, co możemy zrobić, i po prostu to robiliśmy – mówi Tomasz.
W grupie jest ok. 30 osób. Wszyscy są Polakami.
Zaczynają od parkingu niedaleko Tollbugata, gdzie urwał się kontakt z Hubertem. Potem stopniowo poszerzają obszar. Grupa w Oslo sprawdza miejsca, w których przebywają osoby bezdomne i uzależnione. Nikt nie wie, czy Hubert nie wsiadł do pociągu.
Wolontariusze ustalają, gdzie wiszą kamery i przekazują te informacje policji. Roznoszą ulotki i rozwieszają plakaty. Zaglądają na podwórka i do zabudowań. Z latarkami sprawdzają łodzie zacumowane w marinie.

Po poszukiwaniach zostają z Karolem i Anną w hotelu, żeby nie byli sami. Rano zawsze ktoś ma dyżur. Przynoszą jedzenie, pomagają w codziennych sprawach. Przez znajomą psycholożkę organizują rodzinie rozmowę ze specjalistką.
Kontaktują się też z organizacjami poszukiwawczymi, między innymi z VSAR i RHIA.
Piszą także do Czerwonego Krzyża. Odpowiedź: dopóki policja nie poprosi o pomoc, Czerwony Krzyż ma związane ręce.
Policja z kolei przekazuje rodzinie, że nie ma wystarczających informacji, by wyznaczyć obszar poszukiwań – twierdzi Karol.
Trop pod kortami do padla
W poniedziałek 26 października do poszukiwań włącza się Nitrogruppa. Na co dzień szuka zaginionych zwierząt, ale jej psy podejmują też tropy ludzi.
Pies podejmuje trop Huberta. To jedyny taki przypadek w całych poszukiwaniach.
Karol dostaje zdjęcia trasy. Zaczyna się przy mieszkaniu i prowadzi w stronę nabrzeża, nad rzekę. Urywa się pod budynkiem, w którym są korty do padla. We wtorek inne psy idą tą samą drogą i tropu już nie podejmują.



Przewodniczka psa zaznacza na mapie cały przebyty teren i miejsce, w którym pies podjął trop. Mówi wolontariuszom, że ze względu na siłę tropu trzeba przekazać tę informację policji – relacjonuje Tomasz Jagielski.
To dla nich najważniejszy trop. Biorą kajaki oraz sup i własną echosondę wędkarską. Skanują dno rzeki na dość długim odcinku.
Karol od razu przesyła wszystko mailem funkcjonariuszce wyznaczonej do kontaktu z rodziną. Z pewnym opóźnieniem, wynikającym z nieporozumień komunikacyjnych, policja przyjmuje informacje.
– Mam wrażenie, że jako grupa wolontariuszy udało nam się zgromadzić niemal tyle samo informacji co policji. Mimo że nie mamy takich możliwości ani zasobów – mówi Karol.
„Żeby sprawa nie trafiła na półkę”
Pytam, czy rodzina ma jakieś zastrzeżenia do działań policji. Karol odpowiada jednym słowem.
– Opieszałość.
Potem wylicza. Pierwsze zgłoszenie, które jego zdaniem nie zostało przyjęte. Sposób koordynowania działań. Czas, jaki zajmuje przeglądanie nagrań.
– Od zaginięcia minęły już ponad dwa tygodnie, a nadal nie przejrzano wszystkich nagrań. Wciąż nie mamy konkretnych informacji – mówi.
Tomasz Jagielski zastrzega, że trudno mu ocenić pracę policji, bo wolontariusze nie widzą, co dzieje się w środku.
– Mam jednak wrażenie, że zrobiono bardzo mało. Nie widzieliśmy nawet policyjnej grupy poszukiwawczej, która miałaby działać w terenie – mówi.
Ostatnie spotkanie z policją trwa około 45 minut. Karol pyta, jak sprawa jest zakwalifikowana. Słyszy, że jako zaginięcie, brak przesłanek, by zakwalifikować ją inaczej.
Policja: różne metody i zasoby
We wtorek, 3 listopada, wysłaliśmy do okręgu policyjnego Sør-øst pięć pytań:
- Kiedy przyjęto zgłoszenie o zaginięciu i czy jest ślad telefonu koleżanki z niedzieli wieczorem?
- Ile godzin nagrań zabezpieczono i ile pozostaje do przejrzenia?
- Co oznacza zakończenie „fazy intensywnego śledztwa” i jakie czynności są prowadzone dalej?
- Czy policja sprawdziła trasę wskazaną przez psa Nitrogruppa?
- Dlaczego nie poproszono o pomoc Czerwonego Krzyża ani innych ochotniczych organizacji poszukiwawczo-ratowniczych?
Odpowiedź przyszła następnego dnia. Co prawda nie całkiem na zadane pytania.
– Naszym głównym celem jest odnalezienie Huberta. Chcemy również móc udzielić jego bliskim odpowiedzi na pytanie, co wydarzyło się przed ostatnimi potwierdzonymi obserwacjami Huberta i po nich. Jednocześnie chcemy uczciwie przyznać, że na obecnym etapie śledztwa pozostaje wiele pytań, na które nie znamy odpowiedzi – napisała do Razem Norge Tina Berg, starszy inspektor policji z okręgu policyjnego Sør-Øst.
Policja tłumaczy, że przy poszukiwaniach osób zaginionych zawsze rozważa różne metody i zasoby. O ich użyciu na bieżąco decydują centrum operacyjne i kierownictwo śledztwa. Zależy to od tego, kiedy wpłynęło zgłoszenie i na ile dane działania uznaje się za przydatne.
– Dlatego nie chcemy szczegółowo komentować, jakie tropy sprawdzano i jakie siły oraz środki skierowano do działań, ponieważ stanowi to część całościowej oceny sytuacji – czytamy w odpowiedzi.
Policja zapewnia, że nadal prowadzi czynności śledcze. Ponawia też apel do osób, które mogły widzieć Huberta w czasie, gdy zaginął.

„Naprawdę jest mi ciężko”
Czego Karol oczekuje od publikacji? Po pierwsze, że ktoś, kto coś wie, odezwie się. Po drugie…
– Naprawdę jest mi ciężko w tej sytuacji – przerywa.
Po chwili kończy:
– Wciąż mam nadzieję, że dzięki artykułom uda się zmotywować policję do intensywniejszych działań. Chciałbym, żeby ta sprawa nie została odłożona na półkę.
Wolontariusze nie kończą poszukiwań. Tomasz układa chronologiczny spis wszystkiego, co do tej pory zrobili. Grupa zbiera ekipę, by jeszcze raz dokładnie sprawdzić niektóre miejsca.








Dodaj komentarz