Ludzie Kristiansand. Jak pudełko czekoladek

Późny wieczór, Hovden, Adam z telefonu naprędce rejestruje na facebooku profil Humans of Kristiansand. Od tamtej pory minęło dziewięć lat, jednak dobrze pamięta moment, w którym poczuł, że to projekt w sam raz dla niego. 

Gdy zetknął się ze stroną Humans of New York był mocno poruszony. Fotograf z Nowego Jorku od ponad dwudziestu lat uwiecznia ludzi spotkanych na ulicach miasta i ich osobiste historie. To świeże spojrzenie na fotografię uliczną zafascynowało Adama, który dostrzegł w projekcie rzeczy szczególnie mu bliskie: sam w fotografii uwielbia portrety, a w życiu zawodowym przez siedem lat zajmował się rozmowami z ludźmi jako… policjant. Bo taką właśnie pracę wykonywał w Australii.

Pochodzi z Melbourne i od 16 lat mieszka w Kristiansand. 

Ludzie z Kristiansand

Jednak, cóż tu dużo mówić, Kristiansand to nie Nowy Jork, w którym mieszka więcej ludzi niż w całej Norwegii. Ale Adamowi przyszło się mierzyć z ograniczeniami nie tylko liczebnymi.

Specyfika miejsca i lokalnej kultury sprawia, że mieszkańcom miasta na południu Norwegii trudno jest być częścią projektu. Wyzwaniem wydaje się już samo zdobycie pozwolenia na zrobienie zdjęcia, poza tym nie jest łatwo zachęcić kogoś do podzielenia się historią. Adam szacuje, że około 80% pytanych osób mu odmawia. Nie bierze tego jednak do siebie i od niemal dekady na ulicach Kristiansand wytrwale poszukuje chętnych do pozowania przed obiektywem aparatu i zwierzeń. Bez względu na końcowy rezultat fotograf ma wiele okazji do spotkań i rozmów z ludźmi.

Z ust przyjezdnych spotkanych w trakcie realizacji projektu, zarówno obcokrajowców jak i ludzi pochodzących z innych zakątków Norwegii, nader często usłyszeć można zwierzenie, że nie jest im łatwo nawiązywać znajomości z mieszkańcami Sørlandet. O bliską, zażyłą przyjaźń jest jeszcze trudniej. Mieszkańców Kristiansand charakteryzują najczęściej jako ludzi zamkniętych na przyjezdnych i dość skrytych, za to bardzo miłych i uprzejmych.

Adam chciałby, by przedstawiane historie mogły inspirować ludzi. Blisko 90% pytanych mówi jednak „I’m so boring” (jestem taki nudny). Zwykle próbuje podsuwać im pomysły i tematy: dzieciństwo, młodość, wakacje. Bo przecież za każdym człowiekiem stoi historia!

Bywa również, że to okoliczności stwarzają historię. Tak jak w przypadku mężczyzny pijącego piwo przy sklepie, który powiedział niewiele, a jego historia kryje się w zaledwie kilku słowach. „To piwo to moje śniadanie”.

To piwo to moje śniadanie

Adam nie ocenia spotkanych ludzi i nie daje się zwieść pozorom. Jak mówi zdarza się i tak, że człowiek wyglądający ekstremalnie interesująco w rzeczywistości nie ma niczego do powiedzenia. Opakowanie nie przesądza o zawartości. Fotograf powtarza więc za Forrestem Gumpem, że życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiadomo, co ci się trafi. Na opisanie najlepszych historii, jakie usłyszał, nie dostał zgody, a szkoda, bo jak mówi do tej pory robią na nim wrażenie.

Z tych, które ukazały się na blogu, najwięcej reakcji wzbudziła postać pewnego młodego Włocha, muzyka. Gdy po raz pierwszy spotkał go w mieście był w towarzystwie swoich dwóch psów. Przy kolejnym spotkaniu, a było to tuż przed świętami Bożego Narodzenia, chłopak był okropnie zestresowany i smutny. Opowiedział o trudnym położeniu, w jakim się znalazł, ponieważ właściciel chciał wyrzucić go z mieszkania. Po tym wpisie fani Humans of Kristiansand pomagali muzykowi i przekazywali mu pieniądze. Jego sytuacja wkrótce się poprawiła. 

Ludzie z daleka 

Było też rozczarowanie. Łączyło się z reakcją, a w zasadzie jej brakiem, na prośbę o wsparcie ofiar wojny w Iraku. Adam przebywał w Mosulu, przy tej okazji wykonał serię portretów i dołączył irakijskie historie do projektu Humans of Kristiansand. W ostatnim poście o Mosulu pisał „Australijczyk Tim i Amerykanin imieniem Billy przez trzy lata swojego życia jako wolontariusze razem z rodzinami mieszkają w Iraku, aby pomagać ludziom, którzy stracili wszystko. Nie otrzymują wynagrodzenia za swoją pracę, ale udaje im się tam żyć z datków. Ponad 500 uchodźców żyje teraz bezpiecznie i spokojnie w domach zbudowanych przez te dwie rodziny (…) Czasami trudno jest wiedzieć, dokąd trafią twoje pieniądze, gdy przekazujesz darowiznę na cele charytatywne, ale jeśli użyjesz tego linku trafią one bezpośrednio do tych uchodźców, którzy rozpaczliwie ich potrzebują”. Spośród jedenastu tysięcy fanów strony na apel o pomoc odpowiedziały zaledwie dwie.

Tu znajdziecie filmik opisujący pracę wolontariuszy (po angielsku).

Tu możesz wesprzeć ich działalność.

Każdy nosi w sobie opowieść

Kiedy Adam zaczynał, starał się zamieszczać dwa zdjęcia dziennie. Z czasem zmniejszył aktywność o połowę, była więc to jedna historia na dzień. Później jednak nastał dla niego bardzo trudny czas. Przez jego życie przeszła prawdziwa burza, która odebrała mu radość i energię. Musiał zmierzyć się z ciężkim rozwodem. Były to dramatyczne miesiące. Całkowicie stracił ochotę na rozmowy z ludźmi; wracał do projektu zaledwie raz na kilka tygodni. 

Sprawa dotycząca rozstania i rocznego procesu rozwodowego przed sądem to jedno z trudniejszych przeżyć w jego życiu. I już wie, że jedynym lekarstwem na życiowe dramaty jest czas. Z byłą żoną mają trójkę dzieci.

W pewnym sensie jego czwartym „dzieckiem” jest projekt Humans of Kristiansand. Od początku wszystko robił sam, dbając o każdy szczegół, dlatego długo rozważał propozycję przesłaną mu przez innych fotografów, którzy chcieli dołączyć do projektu. Ostatecznie zgodził się na współpracę, licząc na rozwój Humans of Kristiansand. Jak zaznacza, praca będzie odbywać się na jego zasadach, by nie naruszyć spójności projektu. 

Adam fotografią zajmuje się od dziecka. W 2012 roku zainwestował w profesjonalny sprzęt i w przyziemiu domu otworzył studio fotograficzne, gdzie odbywają się zamówione sesje zdjęciowe. Wykonuje również zdjęcia okolicznościowe. Na codzień pracuje jako szkoleniowiec w wojsku. Posiadanie innego zajęcia obok fotografii uważa za bardzo korzystne; to gwarancja, że fotografowanie mu nie spowszednieje. Z drugiej strony, jak przekonuje, utrzymywanie się w Kristiansand wyłącznie z robienia zdjęć jest niemal niemożliwe.

Jeśli więc pewnego dnia na ulicy w Kristiansand zaczepi cię gość w średnim wieku, pytając, czy mógłby zrobić zdjęcie i usłyszeć historię, bądź dla niego niczym najlepsza czekoladka z bombonierki, w której zamiast wisienki w rumie znajdzie twoją opowieść.

Zdjęcia: Adam Read

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *