Historia się nie skończyła, czyli wojna w Europie

Pax Americana

Upadło imperium zła, czyli ZSRR i wyglądało na to, że będzie już tylko lepiej. Większość krajów na świecie rozwijała się, a ludzie bogacili. Jakieś małe konflikty lub wojny owszem zdarzały się, ale gdzieś daleko. Patrząc oczywiście z perspektywy przeciętnego mieszkańca Europy. Nastąpił koniec historii. Taki tytuł nadał swojej książce Francis Fukuyama, który udowadniał w niej, że liberalna demokracja rozwiąże, prędzej czy później, każdy problem, w każdym zakątku świata. Żyliśmy przez trzydzieści lat uśpieni dobrobytem zapewnionym nam przez globalną hegemonię USA, które pozwalały nam się rozwijać, pełniąc rolę światowego żandarma. 

Zdjęcie: Pixabay

Widmo jakiejś nowej wojny wydawało się mirażem, aż tu nagle przyszedł rok 2021. Tak, wcześniej była Gruzja czy Krym, ale w sumie… to też daleko.

Przestało być daleko już w kwietniu, kiedy to wojska rosyjskie zaczęły koncentrować się przy granicy z Ukrainą, a na tej polsko-białoruskiej pojawili się, sprowadzeni tam przez Łukaszenkę, nielegalni imigranci, próbujący siłą sforsować granicę.

I po co to komu?

Państwa mają swoje interesy

Podstawową i odwieczną zasadę stosunków międzynarodowych można zawrzeć w dwóch pytaniach: co możesz mi dać? I co możesz mi zrobić? 

Kraje suwerenne prowadzą bezwzględną i cyniczną politykę, kierując się własnym interesem. A nie sprawiedliwością czy moralnymi zasadami, których z kolei często używają jako pretekstu, czy maskowania swoich poczynań. Nie przejmują się specjalnie tym, że gdzieś giną ludzie. Za przykład mogą posłużyć liczne wojny religijne czy Konferencja Berlińska, kiedy to ówczesne mocarstwa, w imię cywilizowania zapóźnionego kontynentu, podzieliły między siebie Afrykę, „przypadkiem” wyznaczając nowe granice wzdłuż występujących tam bogactw naturalnych. 

Tak było, jest i niestety będzie. Ważne jest dla każdego państwa, podczas kolejnych rozdań geopolitycznego pokera, aby być przy, a nie na stole.

W takim trudnym położeniu znalazła się obecnie Ukraina. Jest przedmiotem handlu pomiędzy Rosją a… No właśnie kim? Europą zachodnią i USA? Tak to wygląda, ale wewnątrz tego układu także pojawiają się wyraźne pęknięcia i konflikty interesów.

Po co Putinowi Ukraina?

Po upadku ZSRR, o którym wspomniałem na wstępie, nastąpił okres tak zwanej Wielkiej Smuty Jelcyna. 

Rosja rozsypała się jak domek z kart i cofnęła na wschód. Kraje satelickie odzyskiwały niepodległość jeden po drugim. Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina stały się państwami suwerennymi i zaczęły dążyć ku zachodowi Europy, pragnąc dobrobytu i demokracji.

Udało się. Rozwój i wzrost gospodarczy pozwoliły ludziom na lepsze życie. 

Tymczasem Rosja okrzepła i wydawało się, że także przystąpi do tego projektu, ale z czym? Musi coś przecież zaoferować.

Żadnych innowacji, gospodarka w gruzach i przestarzałe wojsko, wszechobecna korupcja. 

Jedyną walutą są gaz i ropa. Bazując na sprzedaży surowców, Rosja zaczęła odbudowywać swoje imperium. Powstały gazociągi, nowe platformy wiertnicze i kopalnie. Rosja zaczęła się odradzać.

Jednak zbyt wolno w porównaniu do innych krajów, takich jak chociażby Polska. Ukraina, która nie przystąpiła do UE i NATO, jest krajem rozdartym pomiędzy wschodem a zachodem, ale po usunięciu prorosyjskiego prezydenta Janukowycza, zmierzała ku Europie. Na to Rosja nie mogła sobie pozwolić, z prostego powodu: pas rozwiniętych gospodarczo, bogatych i niezależnych państw na jej zachodnich rubieżach zepchnąłby ją w przepaść kolejnej smuty.

Zdjęcie: Shutterstock

Rosja już dwukrotnie wcześniej zareagowała użyciem siły, wyznaczając granice swoich wpływów, mowa tu o Czeczenii i Gruzji. Putin pokazał całemu światu, czym w rzeczywistości jest wojsko. Otóż jest ono narzędziem polityki i zachód niestety zlekceważył sobie tę demonstrację siły. 

Widząc, że to działa, Rosjanie zaczęli się znowu zbroić i modernizować armię, wprowadzając reformy, polegające między innymi na prowadzeniu bezustannej wojny hybrydowej w wielu domenach. Dezinformacja, cyberataki, wprowadzanie niepokoju społecznego, prowokacje militarne na niskim szczeblu drabiny eskalacyjnej konfliktów, szantaż gazowy itd. stały się teraz niezwykle skuteczną bronią. 

Świat demokratyczny zdawał się jakby nie zauważać mocarstwowych dążeń Rosji i „karmił potwora”, prowadząc z nią doskonale interesy, nie bacząc na łamanie wszelkich standardów demokratycznych. 

Czy wybuchnie wojna?

Otóż wojna już trwa! Od roku 2014 na Ukrainie zginęło około 20 tysięcy ludzi! Użycie siły wojskowej jest tylko jednym z jej elementów, nie zawsze skutecznym. Można przecież wymusić na innym państwie swoje żądania bez jednego nawet wystrzału.

Chodzi przecież o sprawczość na danym terytorium, o podział pracy. Kto na kogo będzie pracował i za jaką marżę. Którędy będzie przepływał kapitał, informacje, towary i ludzie. Jesteśmy wychowani na filmach propagandowych o drugiej wojnie światowej, gdzie Hitler był złem, które alianci zgnietli w imię pokoju na świecie. Jakoś nie przeszkadzało im sprzymierzyć się ze Stalinem, wcześniejszym sojusznikiem Niemiec i chyba jeszcze większym zbrodniarzem. Stany Zjednoczone nigdy by do wojny nie przystąpiły, gdyby nie miały w tym swojego interesu. Chodziło przecież o zachowanie równowagi na kontynencie euroazjatyckim. Za każdym razem, gdy w Europie wyrastała nowa, lokalna potęga jak na przykład Francja Napoleona, cesarstwo niemieckie Wilhelma czy rzesza Hitlera, mocarstwa morskie, Wielka Brytania i USA, wkraczały i równały go z Ziemią. Teraz sytuacja się powtarza. Rosja urosła w siłę, a Niemcy znów próbują stać się lokalnym hegemonem wykorzystując swój kapitał, wpływy, technologie oraz rosyjską energię. USA zapewne nie dopuściłyby do takiego obrotu sprawy, ale daleko na wschodzie wyrósł potężny rywal, jakiego nigdy wcześniej nie było, który zmienia całą układankę geopolityczną jaką znamy, Chiny. Ameryki nie stać już na angażowanie się w konflikty na wielu frontach naraz. Wycofanie wojsk z Iraku, Syrii, Afganistanu jest tego najlepszym dowodem. Jednocześnie USA traci swoją wiarygodność, która jest swoistą walutą w stosunkach międzynarodowych, w oczach innych sojuszników, w tym naszych.

Zdjęcie: Pixabay

Polska i Norwegia

Polska znalazła się w bardzo trudnym położeniu. Utrzymanie niepodległej Ukrainy jest naszym żywotnym interesem. Stanowi przecież bufor pomiędzy nami a Rosją. Z jednej strony powinniśmy wspierać Ukraińców, a z drugiej istnieje wielkie ryzyko zaangażowania się Polski w otwarty konflikt. Putin, jeżeli zdecyduje się wreszcie na atak, najprawdopodobniej przesunie część swoich wojsk na Białoruś, związując tym samym nasze siły zbrojne, dlatego w obecnej sytuacji powinniśmy błyskawicznie modernizować się i zbroić na potęgę. Polska powinna prowadzić bardzo ostrożną grę i nie podejmować żadnych pochopnych decyzji. Sojusz polsko-brytyjsko-ukraiński jest dla nas w takiej postaci niekorzystny. Brytyjczycy nie raz już pokazali nam, że nie należy im ufać. Jeżeli są tacy chętni do współpracy to… przodem chłopaki!

Czy jesteśmy gotowi na przyjęcie fali uchodźców?

Należałoby zawiązać szerszą koalicję i nagłaśniać szeroko deklaracje Szwecji i Finlandii o przystąpieniu do NATO w razie konfliktu. Oba te państwa są dla nas kluczowe. Szwecja posiada silną, nowoczesną armię i możliwości produkcyjne. Finlandia z kolei byłaby państwem frontowym. Jej granica z Rosją to 1340 km!

Finowie mają możliwość skutecznego zablokowania floty Rosyjskiej w Zatoce Fińskiej, co bardzo osłabi potencjał przeciwnika.

Do każdych działań wojennych potrzebne jest głębokie zaplecze strategiczne i tu Norwegia odgrywa ważną rolę. Może zablokować cieśniny duńskie, dzięki uwarunkowaniom geograficznym przyjmować dostawy morskie (porty na zachodnim wybrzeżu), możliwa jest blokada surowców i materiałów wojennych. 

Niewielki odcinek  graniczny Norwegii z Rosją także daje możliwość związania części wojsk Putina.

Zdjęcie: Unsplash

Ku przestrodze… 

Nasze społeczeństwo jest głęboko podzielone. Codzienne kłótnie polityków są chlebem powszednim w polskiej rzeczywistości. Jedni ludzie chcą w lewo, drudzy w prawo, a innych to w ogóle nie obchodzi. Spieramy się o poglądy i prowadzimy mikro wojny w internatach, przy kawie czy nawet wigilijnym stole. Może już czas zakopać rowy dzielące nasz naród i skupić się na tym, co dla nas najważniejsze? 

Jakiś czas temu, obserwując sytuację w naszym kraju, napisałem krótki wierszyk, który chyba dobrze oddaje sens tego, co chciałbym na koniec przekazać.

Mówi Leming do PiSiora:
zaraz wsadzę Cię do wora.
Ja z Europy , ja mam rację!
Ty wciąż łamiesz demokrację!

Na to PiSior: 
Sprzedawczyku!
Dość mam już Twoich wybryków.
Za srebrniki Judaszowe,
Polski sprzedał żeś połowę.

Leming dłużny nie zostaje. 
Zwiedzam europejskie kraje! 
Tam tęczowo, pięknie, czysto.
Tutaj PiS robi śmietnisko !

Oburzony słowy tymi, 
PiSior wjeżdża z „wyklętymi”.
Ma Ojczyzna wycierpiała, 
dzięki niej Europa cała, 
od komuny teraz wolna...
.
...praworządność nieudolna!!!
Leming z pianą już na pysku,
krzyczy znowu o śmietnisku. 
O zaścianku wciąż wspomina,
mówiąc: wszystko PiSu wina!

Wciąż się kłócą, taka moda. 
Tylko Polski trochę szkoda,
Bo nad wszystkim tym gdzieś z góry, 
Niemiec z Ruskim kładzie rury.
Inwestuje Ameryka, 
Ukraina wciąż nam fika, 
Chińczyk wygłasza orędzie...

Czy tej Polski znów nie będzie ?




Zdjęcie główne: Shutterstock


2 thoughts on “Historia się nie skończyła, czyli wojna w Europie

  1. Niestety, żyjemy w ,,ciekawych czasach,, Niewyuczalność i dążenie do psychopatycznej władzy tzw.
    światowych,,elit politycznych,,
    z pewnością do niczego dobrego nie doprowadzi. Wpływy i mamona
    jak zwykle na piedestale.
    Bardzo trafna charakterystyka podziału społeczeństwa w naszym kraju.
    To przykre i boli.
    ,,Boże uchowaj Nas od wojen,,.

  2. USA prowadzą wobec Rosji jedną z najpotężniejszych informacyjnych operacji specjalnych w historii. I powinniśmy dokładnie zdawać sobie z tego sprawę, gdy słyszymy o nieuniknionej agresji.
    Zadania tej specoperacji widać gołym okiem:
    1. Mobilizacja krajów NATO i odnowienie jedności Sojuszu i w ogóle Zachodu.
    2. Demonizacja FR w świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.