Dzień solidarności z krajami napadniętymi przez Rosję

W niektórych krajach Europy 16 lutego powiewać będą flagi narodowe, na znak solidarności z zagrożoną atakiem Ukrainą oraz krajami napadniętymi przez Rosję.

 Nie naruszamy granic innych krajów, ale nie zrezygnujemy z własnych. Mamy wspaniałą armię. Nasi żołnierze mają wyjątkowe doświadczenie bojowe i nowoczesną broń. To armia wielokrotnie silniejsza niż osiem lat temu. Mówi się nam, że 16 lutego będzie dniem napaści. Sprawimy, że będzie to Dzień Jedności. Odpowiedni dekret został już podpisany. W tym dniu podniesiemy flagi narodowe, założymy niebiesko-żółte wstążki i pokażemy światu naszą jedność. Nigdy nie mogliśmy się poddać i tego nie zrobimy”

oznajmił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w nagraniu opublikowanym w poniedziałek wieczorem.

Porównanie 

Takie buńczuczne zapewnienie, na pierwszy rzut oka, wygląda dosyć groteskowo, wobec militarnej potęgi Rosji. Ale czy na pewno? 

Spoglądając na różnego rodzaju wykresy, tabelki i porównania dotyczące obu armii nie ulega wątpliwości, że Rosja zmiażdży Ukrainę w kilka dni. 

Należy jednak wziąć pod uwagę realne możliwości i zadać sobie pytanie co chce osiągnąć Putin.

Nie chodzi o to, aby zniszczyć wroga fizycznie, ale o to aby osiągnąć określony cel polityczny, w czym, trzeba przyznać, Rosjanie są mistrzami. 

Rosja i nowoczesna wojna

Rosja zgromadziła przy granicy około 200 tysięcy żołnierzy i mnóstwo sprzętu. Wciąż dostarcza odpowiednie środki do uzyskania pełnego stanu gotowości bojowej. Siła ta, niewątpliwie groźna, ma jednak możliwość działań na około 150-200 km w głąb terytorium Ukrainy i jest niewystarczająca do pełnowymiarowej okupacji. 

Rosjan jest za mało! Tak, przyzwyczailiśmy się myśleć o Rosji jak o kolosie z niemal nieograniczoną liczbą ludzi. W ostatnich dziesięcioleciach dotknął ją jednak potężny niż demograficzny i zapaść gospodarcza. Wiele wojskowych wakatów istnieje tylko na papierze.

Putin musi liczyć się także z geografią, nie może rzucić całej armii na jeden front. Gdyby tak zrobi,ł mogły stracić kontrolę nad mniej lub bardziej podległymi terytoriami w głębi Eurazji. 

Dodatkowo zmienił się charakter prowadzonych obecnie działań wojennych. Nie są to wielkie bitwy zagonów pancernych czy wzajemne ostrzeliwanie się z okopów. Nowoczesna wojna jest prowadzona w wielu domenach, jest precyzyjna i elastyczna. Bardzo ważna jest informacja, dostępna w czasie rzeczywistym. 

Potęga propagandy

Zdj. Tapio Haaja/Unsplash

Podam to na przykładzie Amerykanów.

W czasie II wojny światowej, informacje z frontu docierały do ludzi za pomocą radia i papierowej prasy. Społeczeństwo karmione propagandą sukcesu (w tym wypadku prawdziwego), chciało bić „Niemca” i „Japończyka” ku chwale Stanów Zjednoczonych i demokracji. Później była wojna w Wietnamie i dzięki telewizji, na własne oczy, ludzie mogli zobaczyć tysiące amerykańskich chłopców wracających do domu w… trumnach! To sprowokowało antywojenne reakcje i wymusiło na rządzie USA wycofanie się z Wietnamu.

W wojnach irackich tego błędu już nie popełniono. Wszelkie relacje prasowe i telewizyjne były ściśle selekcjonowane, w ten sposób ograniczono znacznie ewentualne protesty pacyfistów. Taki właśnie wpływ ma informacja na morale wojska i społeczeństwa.

Obecnie, w dobie wszechobecnego  internetu, każdy może zobaczyć wojnę online! I jest to bardzo silna broń psychologiczna. Jeżeli żołnierz na froncie zobaczy na  Facebook’u czy YouTube  jak jego kolega ginie w czołgu kilka kilometrów dalej może stracić odwagę a nawet zdezerterować.

Bardzo ważna jest także elektronika. Wojnę można wygrać przecinając tak zwaną pętle decyzyjną, czyli dowództwo od oddziałów polowych. Wszelkiego rodzaju systemy komunikacji elektronicznej lub radiowej są narzędziami newralgicznymi, od których wiele zależy. Całkiem możliwy jest powrót do… rozkazów na papierze, przekazywanych przez gońców. 

Ukraina, czyli morale

Co do armii ukraińskiej, to wiemy niewiele. Ukraińcy skrzętnie ukrywają jej stan faktyczny i sprytnie nie ogłosili pełnej mobilizacji, co spowodowałoby natychmiastowe zatrzymanie gospodarki i odpływ zagranicznego kapitału. Sprzęt, którym dysponuje Ukraina, jest w większości przestarzały, choć ciągle przybywają dostawy nowoczesnej broni. Broń ta jest przeznaczona do działań partyzanckich i świetnie nadaje się do prowadzenia takiej wojny właśnie. Według ekspertów, Ukraińcy nie powinni bronić się dużymi grupami na całej granicy, ale wpuścić wroga  odrobinę na swój teren i poznać jego cele i kierunki natarcia. Potem, wykorzystując znajomość własnego terenu, uderzać punktowo i precyzyjnie w kluczowe jednostki Rosjan, odcinając ich od dostaw z głębi strategicznej czyli własnego, zaplecza. Ukraina ma jeszcze jedną, potężną broń, którą dostała od… Putina! To nienawiść do Rosjan.

Jeszcze w roku 2014 społeczeństwo ukraińskie, zwłaszcza we wschodniej i południowej części kraju, było jeśli nie prorosyjskie to przynajmniej neutralne w stosunku do Rosji. Po aneksji Krymu, odseparowaniu od Ukrainy Donbasu i Ługańska, przez „zielone ludziki” Putina, nastawienie ludności zmieniło się diametralnie i poza oczywistymi wyjątkami, Ukraińcy są gotowi bronić swojej niepodległości.

Dom Ptaka, Krym Irina Rassvetnaja/Pixabay

Morale jest bardzo, ale to bardzo ważne. Dlatego prezydent Zełenski uderza w patetyczne tony mobilizując w ten sposób swoich rodaków do walki. 

Jeżeli dojdzie do starcia, decydujące będą pierwsze godziny, w których Ukraina musi stanąć na wysokości zadania w obronie swojej ojczyzny. 

Wspierajmy Ukraińców, bo leży to także w interesie Polski.

Ku pokrzepieniu serc

W 1675 roku na tereny dawnej Rzeczypospolitej (obecnie Ukraina), wkroczyły wojska tureckie. Początkowo wchodziły jak w masło, zdobywając kolejne zamki i miasta, aż trafili wreszcie na dość małą twierdzę Trembowla, bronioną przez około trzystuosobową, polską załogę. 

Dziesięć tysięcy doskonale uzbrojonych i przeszkolonych tureckich żołnierzy szturmowało zameczek raz za razem. Dowódca Jan Samuel Chrzanowski, umiejętnie kierował obroną i odpierał ataki, wykazując się niezwykłym sprytem i doświadczeniem. Jednak z czasem morale zaczęło słabnąć wśród dzielnych Polaków. Wtedy na scenę wkroczyła żona dowódcy, Anna Dorota Chrzanowska i zagrzewała ich do walki, dodając odwagi swoją postawą i determinacją. 

Turcy widząc nieustępliwość obrońców i ponosząc wielkie straty, wycofali się z terenów Rzeczypospolitej. 

Odwagi Ukraino!

Zdjęcie: Elena Mozhvilo/Unsplash

One thought on “Dzień solidarności z krajami napadniętymi przez Rosję

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.