Sen o wolności

Miałam dzisiaj ciekawy sen…

Budynek Najłaskawszej Pomocy i Opieki wznosił się w samym centrum miasta. Był ogromny, nowoczesny i składał się z przytulnych pomieszczeń, wyposażonych w luksusowe meble i sprzęty. Każda sala Budynku Najłaskawszej Pomocy i Opieki była stworzona z myślą o tych, którzy potrzebowali wsparcia. Były tu zatem łaźnie i sale chirurgiczne, salony odnowy i hurtownie farmaceutyczne. Psycholog podawał rękę ortopedzie, a pielęgniarz dentystce. Ot, raj dla cierpiących.

Aldona W. należała właśnie do owych cierpiących i potrzebujących pomocy, tudzież łaski. Kości w nodze Aldony zrosły się w sposób głęboko niewłaściwy. Powiadano, że Aldona spadła z wysokiej skały wspinaczkowej podczas wyprawy w Alpy. Krążyły też pogłoski, jakoby Aldona miała wypadek samochodowy na rajdzie w Monte Carlo, lub że po prostu została pobita w melinie. Ile osób, tyle wersji jednej historii, jak powiadają. Nie wnikając w przyczyny stanu zdrowia Aldony, należy przyznać jedno: noga Aldony była krzywa, koślawa i „odbiegała” od przyjętych kanonów estetycznych. W dodatku sprawiała ból i nie pozwalała już na żadne wspinaczki, rajdy, czy też harce w melinach. 

Aldona stanęła u wrót Budynku Najłaskawszej Pomocy i Opieki, spojrzała z nabożnym przestrachem na strzelistą, przeszkloną bryłę, poczuła się malutka i nieistotna, i w takim skurczonym stanie ducha weszła do środka budowli. Przestrzeń, która się przed nią otworzyła, zdawała się nie mieć końca. Było to jednak złudzenie. Bowiem przestrzeń ta miała koniec, w dodatku był to koniec ozdobiony złotym tronem, a na tym końcu, na złotym tronie, siedziała jakaś wielce wszechmocna postać w garniturze od Prady. Aldona pokuśtykała w kierunku tronu, spojrzała na srebrną tabliczkę z napisem Wielki Administrator Budynku Najłaskawszej Pomocy i Opieki, i wyszeptała:

– Mam krzywą nogę, która sprawia mi potworny ból.

Wielki Administrator spojrzał groźnie, potem uśmiechnął się ciepło, a następnie powiedział obojętnym głosem admirała floty:

– Amputacja!

Aldona W. rozejrzała się speszona, próbując znaleźć wsparcie w zimnych ścianach budynku. 

– Amputacja? Tak po prostu?

– Oczywiście, że nie tak po prostu! – rozjaśnił się Wielki Administrator i poklepał Aldonę po głowie. – Drogie dziecko, możesz wybrać, w którym miejscu noga zostanie odcięta. Moi doradcy zawsze proponują pozbycia się problemu w jego całości i rozciągłości, zatem z pewnością radziliby ciąć w pachwinie. Opozycyjni postępowcy polecają ciąć pod kolanem i montować platynową, w pełni zautomatyzowaną protezę. Proszę! Oto oni! Profesjonalni Oświeceni Wszechwiedzący. Doktor Konserwa i profesor Poliber. 

Wielki Administrator pstryknął palcami, a wtedy niczym deus ex machina, wychynęli spod marmurowej posadzki rzeczeni doradcy. Pierwszy do pomocy rzucił się profesor Poliber:

– Cięcie pod kolanem i najnowsza proteza firmy Protezex z Berlina Zachodniego! Tabletki Probiodrex na złagodzenie bólu w biodrze i pastylki Prohumorex na proeuropejski nastrój! – doradca zamlaskał z samozadowoleniem i zastukał tęczowymi obcasami o posadzkę.

Doktor Konserwa przyjął pozycję niezłomnego Rejtana, potem przeinaczył się w medytującego mnicha, a następnie zagadnął z niewinną nonszalancją wiejskiego Casanovy:

– Pachwinka ciach, pachwinka ciach! Nie boli, nie boli. Będzie zadowolona. Aldona – zadowolona. Ja znam, znam. Przyjaciel, brat, taki sam, a nie inny. Ja też, ja też! Ciachu, ciachu i po strachu! – zakończył z zażyłością i klepnął Aldonę W. w pośladek. Potem wymierzył sam sobie policzek, krzyknął: „Siad!” i usiadł. 

– Dziękuję, dziękuję! Prima! Dodatki i odprawy! Premia, premia i trzy nagrody od ministra, dwa od ministranta i jedna od Wodza Naczelnego Sił Rozbrojonych! – Wielki Administrator zupełnie się zaślinił, pstryknął palcami i doradcy zniknęli kłaniając się w pas. Potem krzyknął ochoczo: 

– Obywatelka wybiera!

Zanim jednak Aldona W. zdołała wykrztusić choćby słowo, pod murami Budynku Najłaskawszej Pomocy i Opieki rozległy się wrzaski i nawoływania:

– Pro-te-zy! Dla wszys-tkich! Pro-te-zy! Dla wszys-tkich!

Do okrzyków dołączył nagle chóralny śpiew do melodii „Dobry Jezu, a nasz Panie”:

– Nogi krzywe, nogi chore, dał Bóg nogi, nie doktore… Nogi krzywe i koślawe, zostaw Bogu bożą sprawę…

Wielki administrator uśmiechnął się z czułością, popatrzył do przodu, bo tylko tak pozwalają patrzeć oczy człekokształtnych i zapłakał teatralnie:

– Och, te dzikie tłumy dławiące demokrację! Och, te zbrodnicze masy gwałcące wolność jednostki! Och, ech… A teraz obywatelka wybiera! – dodał bezlitośnie.

– Ale…, ja nie bardzo pojmuję… – Aldona W. wyjąkała cichutko. – Zatem tylko amputacja?

– Amputacja! Ale z możliwością wolnych wyborów obywatelskich – obraził się Wielki Administrator. – Jak obywatelka nie wybierze, to my wybierzemy dla jej dobra w jej imieniu.

– Ale…, to jakby w ogóle nie wybór…

Wielki Administrator powstał na te słowa ze swego tronu i urósł. Rósł tak i rósł, aż w końcu wysyczał przez zaciśnięte, śnieżnobiałe zęby:

– Obywatelka naraża wolność i demokrację. I dobre imię Niepokalanej, i ostatnie orangutany z wyspy Borneo, nie wspominając już o zasobach ropy i gazu. Narażanie innych, to już sprawa wagi państwowej… 

– Nie chciałam…, ja tylko…

– Ciii, cichuteńko… – Wielki Administrator nagle zmalał i złagodniał. – Och, ciągle niezadowoleni obywatele. Wszystkim nie dogodzisz, nieprawda? A my tu tylko pomagamy… Obywatelka nie jest pozostawiona samej sobie, prawda? My wspieramy… Chciałaby obywatelka tak sama, od siebie, wszystko na jej głowie…? Nie chciałaby, prawda? Woli jak inni za nią, dla niej… A potem narzekamy, tak? A wie obywatelka, że jeszcze dwa lata temu, kiedy byłem doradcą i sprawowałem funkcję Oświeconego Wszechwiedzącego, obowiązywał nakaz bezwzględnego zachowywania kończyn? Przyszłaby obywatelka dwa lata temu i odeszłaby z kwitkiem i z całą nogą, zaopatrzona w tabletki, suplementy i cały program rehabilitacyjno-pomocowy. Teraz, po latach ciemnogrodu, panuje nowoczesny nurt amputacyjny. Jest on wynikiem doniosłych odkryć, rewolucyjnych wynalazków i pracy oddanych sprawie idealistów. Myśli obywatelka, że wie lepiej niż nobliści?

Wielki Administrator zaatakował znienacka Aldonę, nachylając się nad nią złowieszczo:

– Studiowała obywatelka etykę, biochemię, medycynę i fizykę jądrową? Poświęciła życie misji, pasji i populacji? Jest pewna? Wie?! Zna?!

– Nie, ja… ja tylko przyszłam po pomoc…, chciałam się dowiedzieć i zdecydować, co dalej…

– No! Nareszcie przełom i zgoda! – szczerze ucieszył się Wielki Administrator. – Teraz tylko obywatelka zdecyduje, a my zajmiemy się resztą…

Aldona W. zaczęła znowu maleć, a po pewnym czasie stała się zupełnie niewidoczna. Słychać było tylko krzyki i śpiewy. Wielki Administrator zaczął dłubać w nosie, korzystając z okazji, że nikt na niego nie patrzy.

Koniec snu.

2 thoughts on “Sen o wolności

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *