Historia wierszowana. Fridtjof Nansen

Kiedyś był postacią znaną,
teraz troszkę zapomnianą.
Fridtjof Nansen się nazywał 
Arktykę dla nas odkrywał. 

Jego mama żyjąc w wiosce,
miała z nim skaranie boskie,
bo nasz Fridtjof był łobuzem 
pewnie nieraz podarł bluzę.

Buty pewnie też przemoczył,
gdy w nich do jeziora wkroczył.
Za to uczył się wspaniale
i złych ocen nie miał wcale.

Rano studiował, wieczorem 
w końcu został profesorem.
Był biologiem z powołania 
chętnym do podróżowania.

Wygrał też narciarskie biegi 
Bergen-Oslo poprzez śniegi.
To narciarstwo się przydało, 
gdy w Grenlandię ruszył śmiało.

Jako pierwszy ją pokonał,
choć raz z zimna prawie skonał.
Mieszkał też u Eskimosów, 
z nimi złowił wiele morsów.

Podpatrywał ich zwyczaje 
od nich wziął - tak mi się zdaje -
pomysł jak sanie zbudować, 
by Arktykę eksplorować.

Kiedyś ludzie budowali
statki z drewna, nie ze stali, 
gdy na północ popłynęły 
miażdżone lodem ginęły.

Fridtjof statek swój zbudował 
i na jajku się wzorował. 
Dno statku okrągłe było, 
więc go w górę wynosiło.

Gdy napierał lód na niego
„Fram” nie poddał się. Dlatego
imię statek takie nosił:
„naprzód” napis na nim głosił. 

Biegun zdobyć chciał z kumplami
Norwegami, twardzielami, 
którzy wraz z nim popłynęli 
spędzić lata w śnieżnej bieli.

Nansen jako naukowiec
badał wielki ten lodowiec. 
Prądy morskie - jak powstają?
Jak się kry wciąż namnażają? 

Stale mierzył głębokości,
jakiej lód jest tam grubości?
Czasem myśląc o obiedzie 
Sam polował na niedźwiedzie.

Statek swój opuścił Nansen,
towarzyszył mu Johansen,
wielki gość - tak między nami -
Wyruszyli w dal saniami.

Do bieguna nie dotarli 
bo by z głodu raczej zmarli. 
Zawrócili ze swej drogi 
żwawo wyciągając nogi.

Bo się zima już zbliżała, 
woda wszędzie zamarzała.
Nie zdążyli do dom wrócić, 
lecz przeżyli lodem skuci.

Gdzieś na wyspie, na północy,
na której w ciemnościach nocy 
zbudowali małą tratwę, 
choć zadanie to niełatwe.

Kawałeczek odpłynęli
zobaczyli maszty w bieli, 
był to statek podróżniczy
co gościny im użyczył. 

Powrócili do Norwegii
w arktycznych naukach biegli,
doradzali innym młodym
rządnym arktycznej przygody.

Fridtjof starszy, już dostojny
w czasach żył radzieckiej wojny
lecz tam mieczem nie wojował,
mnóstwo dzieci uratował

Od głodowej strasznej śmierci 
i po świecie całym jeździł.
Wciąż wykłady swe wygłaszał 
No bo z tego była kasa.
 
Te pieniądze on wydawał 
na paszporty, ważna sprawa, 
których ludzie wnet użyli
gdy przed wojną uchodzili.

Za starania swoje Nansen 
Nobla dostał. Te finanse
oddał zaś na dobre cele, 
na naukę dosyć wiele.

Umarł śmiercią dość spokojną
dziewięć lat przed drugą wojną.
Pomimo upływu latek
w Oslo stoi jego statek.

Za muzeum teraz robi,
napis „Fram” nadal go zdobi.
Pozostawił nam go w spadku,
byś pamiętał o nim bratku.

Ilustracja: Szymon Łukasik, lat 7

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *